wtorek, 20 grudnia 2011

Motto na czas Świąt i w ogóle:)

Wyczytane na jednym z Waszych blogów, nie mogłam się powstrzymać od powielenia.

Kobieca modlitwa:

Panie Boże spraw, aby wszystki kalorie poszły w cycki.

:):):)

poniedziałek, 19 grudnia 2011

I znowu chorobowo

 No i się przypałętało choróbsko. Ponoć to prawie normalne po ospie, która bardzo osłabia odporność. Jak dotarliśmy po Kubusia parę minut po 16 do żłobka, to wyglądał jak siedem nieszczęść. Gile, których nie nadążały Ciocie wycierać, wycierał sweterkiem, przez co podrażnił sobie pół policzka. No i teraz ma czerwony policzek, czerwono i glutowato pod nosem, rozdrapane na nosie, pokasłuje, ehhh. Teraz, nafaszerowany lekami jak świąteczny karp pieczarkami, zasnął w piżamie, grubych skarpetkach i w szlafroku, w kapturze szlafrokowym, otoczony ulubionymi pluszakami.  Teraz moja w tym głowa, żeby mu to wszystko pościągać, zanim się ugotuje:) Ale cel uświęca środki, misja  "Zdążyć przed świętami" rozpoczęta.

niedziela, 18 grudnia 2011

Niedziela

Zgodnie z proroczymi przepowiedniami Kubusiowej Pani Pediatry leki na odporność nie są po to żeby uodparniać. Zatem po co? Faszeruję dziecko różnymi specyfikami tylko po to, żeby ktoś na tym zarobił? Po trzech tygodniach spędzonych w domu i dwóch dniach w żłobku w połączeniu z tą fascynującą pogodą za oknem Kubuś już ma gila. A od ponad dwóch miesięcy bierze tran, brał Imunit przez wrzesień, kilka dni przed pójściem do żłobka zaczął brać Biostyminę. Chodzimy na dwór, może nie są to długaśne spacery, ale chodzimy. Nie żyjemy w sterylnych pomieszczeniach , więc wg mnie zdrowy kontakt z bakteriami jest. I wszystko generalnie na nic. Zła jestem, bo Święta idą, wolnego już brak jakby co, a jeszcze w styczniu wyjeżdżam na półtora miesiąca na kurs, co jeszcze bardziej napawa mnie myślami, jak sobie chłopaki poradzą we dwóch w cchwili, gdy  któryś zachoruje.Przecież ciągłe chodzenie na zwolnienie wiąże się wiadomo z czym. Oj, depresyjny dziś mam nastrój. Oby jutro było lepiej.
Wstaliśmy dziś o 8.40 :) Nie, nie. Kubuś nie przespał całej nocy, a ja wcale się nie wyspałam. Wczoraj chłopaki wyjechali po mnie na stację i do domu dotarliśmy ok 20, więc Kubuś poszedł spać ok 21. Obudził się o 4 z jęczeniem, marudzeniem, wołaniem o jedzenie mimo zjedzonej kolacji itp. Wzięliśmy go do siebie -  bo sami się późno położyliśmy, więc nie zamierzaliśmy zaczynać niedzieli o tej porze. Nic to nie dało  i tak przed 6 Kubuś dostał śniadanie czyli kaszę. Wysiorbał całą w błyskawicznym tempie, ale jakoś tak się położył z nami, no  i zasnął:) Obudziłam się, patrzę ( a w sumie czuję)  - coś tu mokro. Nad ranem jak go Tatuś wysikiwał to już mu nie założył pieluchy...... więc i pranko w niedzielę z rana zaliczyłam. Ale za to w kościele było fajnie, bo pierwszy raz od dawna, dzięki późnej pobudce, poszliśmy na dziecinną mszę. Kubuś był prawie aniołem, co się rzadko zdarza, a ja zawodziłam na całe gardło, bo dziewczynki chórzystki fajne pieśni śpiewały:)

piątek, 16 grudnia 2011

"Już lecę Synku!" i pierwsze efekty tej wielkiej miłości

Kubuś po prawie trzytygodniowej przerwie zawitał wczoraj do żłobka. Ku mojej radości jeszcze nie zapomniał o ciociach i chętnie poszedł się bawić. Okazało się, że na wczoraj zaplanowane było wyjście do sali zabaw w ramach Mikołajek, więc się załapał. Pojechaliśmy po niego do tej sali,  a tam i rodzice i dzieci się bawią, to i my:) Kubuś pokazał wszystko co potrafi, łącznie ze skakaniem najpierw twarzą, później pupcią w piłeczki:) Dla niego to raj na ziemi, bo nikt(to znaczy ja)  nie dostaje zawału jak gdzieś wchodzi wysoko sam, trampolina i zjeżdżalnia do woli, no i jeszcze te piłeczki:) To właśnie plus prywatnego żłobka - nie ma zbiórek na Mikołajki, Dzień Górnika, Hutnika, kredki, farbki i wyklejanki, bo wszystko w cenie.

Żeby nie było tak różowo, to się Synek okazał mądrzejszy od rodziców. Szybciutko zobaczył, że dla niego wszystko, że lecimy na każde zawołanie, więc wykorzystuje do woli. Najbardziej podczas kładzenia spać. Po paciorku i  bajce kładł go Tatuś ostatnio. Nie, on się musi pożegnać jeszcze raz z Mamą, od razu przy okazji przyklejając się do mnie z tekstem: "Nie pi Puba". No ale nie ma przeproś, kładziemy, od dwóch dni zostawiam mu lampkę zapaloną i wychodzimy. Po chwili słyszymy: Papa Mama  - odpowiadam, Papa Tata - odpowiada. Po kolejnej chwili chce mu się pić, zaraz potem jeść, siusiu, nie w tym rogu chce spać, nie z tymi zabawkami, znowu mu się chce pić, czasami jeszcze jeść. A wiadomo, jak się ma niejadka, to w chwili gdy zawoła, że jednak chce coś zjeść to ogólna radość w domu.  I tak po kilka razy.  A nam ciśnienie skacze... W efekcie usypianie zajmuje prawie godzinę. Na razie jeszcze mam cierpliwość i  powtarzam sobie w myślach za Bobem: Czy damy radę? Tak, damy radę!

sobota, 10 grudnia 2011

I po ospie

Wróciliśmy do domu. O ile Kubuś przed wyjazdem nie ronił łez za Babcią i pierwszy wsiadł do samochodu, o tyle jak zobaczył naszą chałupkę, to zapragnął wrócić do „Babami”, o czym oznajmił nam donośnym płaczem. Na wizycie kontrolnej  u lekarza nic nowego nie wynikło. Ospa już prawie za nami, bo jeszcze kilka strupków do zagojenia. Poza tym  mamy podać Kubusiowi jedno opakowanie Biostyminy na odporność.
Dostałam od męża stanik. Bardzo ładny, push-up :) ale niestety niewygodny. Pojechaliśmy do sklepu zwrócić, ale że można było tylko wymienić, to szperałam między regałami. Po przymierzeniu dwóch, pani sprzedawczyni zasugerowała mi "prawdziwy" push-up. Jak go zobaczyłam, to padłam:) Swoje waży, ale i efekty są. Generalnie kilka centymetrów w obwodzie więcej:)

czwartek, 8 grudnia 2011

Wycinki prasowe

Przeglądam stronki z informacjami i kilka artykułów zwróciło moją uwagę:)

Olbrzymia kara dla McDonalda
Brazylijska organizacja CDF (Fundacja Obrony Konsumenta) nałożyła na McDonalda karę w wysokości 1,77 mln dolarów za dołączanie zabawek do zestawów Happy Meal - pisze agencja prasowa Agencia Brasil.
CDF uważa, iż rozdawanie zabawek razem z zestawami Happy Meal wywołuje nawyki żywieniowe, które są niezdrowe dla zdrowia dzieci.
Skarga na giganta fast-foodowego została złożona w zeszłym roku. Pomimo tego
McDonalds w dalszym ciągu emitował reklamy nakłaniające do kupna Happy Meal, w których swój produkt zachwalał obecnością w nim zabawki.
 
 - Wprawdzie nie karmię dziecka fast-foodami ale wydaje mi się, że jeśli dziecko raz na jakiś czas dostanie w ramach prezentu tekturowy domek z "zakazanym" i dlatego ulubionym jedzeniem a do tego zabawkę, to się nic nie stanie. No chyba że ten raz na jakiś czas jest co drugi dzień.
 
 
Przy centrum handlowym M1 niezorientowany kierowca może się zgubić. Drogowskazy kierują tu na drogę odległą o... kilkaset kilometrów.
"W okolicach centrum handlowego M1 znajduje się dużo rond i skrzyżowań. Kilka z nich jest oznakowanych dziwnie. Np. na jednym z rond w okolicach Praktikera ruch jest kierowany w stronę dróg krajowych nr 10 i 18. Na skrzyżowaniu z ul. Piłsudskiego znak kieruje na drogę krajową nr 18 w stronę Białegostoku. Jest to o tyle dziwne, że zgodnie z informacją na stronie GDDKiA, droga krajowa nr 10 kończy się pod Płońskiem, dobre kilkadziesiąt kilometrów od M1, a droga krajowa nr 18 jest odległa od tego miejsca o kilkaset kilometrów. Koło centrum M1 prowadzi zaś droga nr 8". - dziwi się nasz czytelnik Tomasz Andrzejewski.
 - No cóż... A to Polska właśnie. A do EURO zostało 183 dni:) Drodzy kibice, życzę powodzenia w dojazdach na mecze:)
 
Becikowe nie dla bogatych rodziców
 Jeszcze w grudniu resort pracy przygotuje projekt ustawy odbierający becikowe najbogatszym rodzinom - informuje "Gazeta Wyborcza". - Chcemy, żeby weszła w życie jak najszybciej - podkreśla osoba z kierownictwa ministerstwa.
- Wszystko zależy od tego, jak przebiegać będą konsultacje społeczne i prace w Sejmie, ale mamy nadzieję, że uda się wszystko przeprowadzić sprawnie i nowe przepisy zaczną obowiązywać jeszcze w pierwszej połowie roku - mówi źródło gazety w resorcie.
Premier Donald Tusk zapowiedział w expose
, że  becikowe będzie przysługiwało tylko rodzinom, których dochód nie przekracza 85 tys. zł rocznie.
 
- Ciekawe czy Ci bardziej zamóżni się zbuntują i przypomną sobie co nieco o dyskryminacji....
 
 
Miłego dnia:)


 
 

środa, 7 grudnia 2011

Newsy

Poczułam się przed chwilą doceniona:) Zadzwonili do mnie właśnie z poprzedniej firmy z propozycją żebym do nich wróciła, do innego działu, na innych warunkach. Może to co mi mówili na pożegnanie, jak dobrym wg nich byłam pracownikiem, nie było takie dalekie od prawdy:) Pewnie nie wrócę, ale zawsze można pomyśleć.

Kubusiowi u Babci nadzwyczaj dobrze. Ponoć jest bardzo grzeczny. Jak zobaczę, że mi Mama siwieje, to będę wiedziała, że kłamała:)  Z jedzeniem różnie, ale to norma. Najważniejsze, że moje opowieści o żłobkowym jedzeniu Mama zapamiętała i karmi Kubusia owocami a nie słodyczami. Kuba  rano wstaje sporo później, czego zazdroszczę bardzo. Zasypia w ciagu dnia sam na łóżku, bo mu Babcia opowiada, że nie ma czasu się z nim kłaść i krząta się gdzieś obok. Generalnie to mogłoby mnie z nimi nie być, bo radzą sobie świetnie. Pojechałam,  bo po pierwsze nie chciałam go zostawiać na tyle, a po drugie skoro Mama zajmuje się niem cały dzień, to chciałam dać jej wolne wieczorem, gdy jest czas mycia, usypiania itd.  Do pracy dojeżdżam pociągiem, o dziwo mam miejsce siedzące i mogę czytać drugą część Tatiany i Aleksandra:)
A mój mąż miał mały wypadek w pracy i skończyło się na szyciu głowy. Szpital w domu jak nic:)

wtorek, 6 grudnia 2011

O Tatusiu:)

Ilekroć czytam na blogach historie z serii: "Opieka nad dzieckiem w wykonaniu Taty", to śmieję się do komputera na głos. Ale oczywiście u  nas też się zdarzają takie przypadki, to chyba taka przypadłość wszystkich Tatusiów:)
Jakieś trzy tygodnie temu, jak złapał pierwszy mróz, nie więcej niż -5 stopni z rana, odbierałam Kubusia ze żłobka. Ubieram go, nałożyłam szalik, próbuję kurtkę, ale tam w środku jeszcze polarowa chustka. No tak - pomyślałam - Tatuś nie zauważył i szło dziecko z chustką w rękawie. Przypomniałam mu wieczorem, mówiąc o wygodzie Synka, żeby mu się bardziej w pamięć wbiło.Na to mój kochany Mąż:  - Ale on miał specjalnie tą chustkę. Tak było zimno rano (?), że założyłem mu i chustkę i szalik..... :)

niedziela, 4 grudnia 2011

Mały kolejarz

Tydzień ospy za nami. Nie jest tak źle jak myślałam. Krosty nie są jakoś strasznie duże, tylko teraz zaczynają bardziej swędzieć. Zwolnienie Tatusia się skończyło, więc przyjechałam dziś z Kubusiem do Mamy i stąd będę dojeżdżać do pracy, a ona się nim zajmie w ciągu dnia od poniedziałku do czwartku. Kubuś, o dziwo, zrobił dziś wazeliniarskie wejście witając się ze wszystkimi ładnie, próbując dogadać się z nami po swojemu i generalnie był całuśny i przytulaśny cały dzień ( bo przyjechaliśmy przed południem, żeby miał czas na oswojenie z terenem). Przywoływał głośnym Mia! Mia! kota, ale Bryśka jak zwykle zwiała przed nim na dwór:) Jestem pozytywnie nastawiona, że jutro sobie poradzą bez większych problemów, więc będę mogła zając się pracą, a nie nadmiernym myśleniem.
Wczoraj kupiłam Kubusiowi z racji Mikołajek drewnianą układankę 17-elementową, tworzącą pociąg. Daliśmy mu to  od razu, bo przecież dla niego trzy dni różnicy nie zrobią. No i  to był nasz błąd, bo teraz na Mikołajki przydałaby się druga układanka:) Kubuś rozpracował tą w godzinkę i dziś wazelinował wszystkim pokazując że potrafi ją sam ułożyć:)
Z kolei dziś rano dostał prezenty Bożonarodzeniowe od chrzestnego i pociągi oraz koparka towarzyszą mu odtąd nieustannie.  A ja już mam alergię na pociągi - Jaką obejrzysz bajkę synku? - pociąg, Poczytamy ksiązeczkę? - tak! o pociągu.  Do Babci  z zabawek przyjechały trzy pociągi plus pociągowa układanka. Mamusiu ratuj!

wtorek, 29 listopada 2011

Niewiele a cieszy

Nie spodziewałabym się, że podróż do pracy ma tak duży wpływ na późniejsze samopoczucie i humor.
Wczoraj, namówiona przez Męża ( chyba się wiał, że mnie wywieje gdzieś:) pojechałam pierwszy raz w życiu do pracy samochodem. Odczucia? Rewelacja!
15 minut zamiast prawie godziny.
Bez stania w zatłoczonym autobusie czy pociągu.
Bez przesiadek.
Bez zmęczenia.
Bez nerwówki jak się jakiś środek transportu spóźnia.
Bez dochodzenia do przystanku, stacji PKP.
Bez noszenia zakupów zrobionych po pracy.
Super. Minusy?
NIe mogłam czytać po drodze mega ciężkiej, acz ciekawej książki, którą zawsze dźwigam w torbie. Jakoś to przeżyję :)
Niestety, jak na razie był to jednorazowy wypad i nie będzie regularnie co dzień się powtarzał.

Piję właśnie jogurt pitny, oczywiście owocowy, z L.casei (co by to nie było). Czytam z ciekawości skład i co? Z tych owoców to w  400g jogurtu niecałe 2%. Hmmm....

poniedziałek, 28 listopada 2011

Ospy ciąg dalszy

A jednak może być gorzej.
W nocy z piątku na sobotę generalnie spaliśmy niewiele, bo Kubuś co chwilę się budził: boli, gil, pić, jeść, chce mi się płakać, niewygodnie. Generalnie zużyliśmy całe zapasy cierpliwości. Krostek więcej, ale w sumie  spodziewałam się ( a może jeszcze powinnam) więcej. Najgorsze są te na języku i bardzo blisko okolic intymnych. Całą sobotę słyszałam: Mama, bui (boli) pupa! No to zaglądałam ,smarowałam, dmuchałąm, ale wiele to nie dało.

Już półtora miesiąca Kubuś używa pieluszki tylko podczas snu. Od około półtora tygodnia nie potrzebuje jej na sen dzienny. Wystarczy "wysadzić" go przed snem i jedna pieluszka zostaje:) Wczoraj mieliśmy pierwszy kryzys - mokre majtki dwa razy pod rząd. Nie tłumaczę tego chorobą bo w sobotę było ok, ale zdziwiłam się. Zobaczymy jak dzisiaj.

Jakby ktoś był chętny to zapraszam na zarażenie się ospą - lekarz powiedział, ze Kubuś zaraża do piątku. :):):)

piątek, 25 listopada 2011

Aaaaaaa! Ospa!

No to chyba powinnam zostać wróżką:)
Pan doktor przekazał nam niezbędne instrukcje, bo w sumie to nie wiedziałam o ospie za wiele poza tym że  trwa 2 tygodnie i że drapać nie wolno.
Kubuś już w krosteczkach, wysmarowany gencjaną, więc wygląda jak kosmita. Całkiem sporo ich ma jak na pierwszy dzień , tak sądzę. Jak patrzę na niego to się zastanawiam jak będzie wyglądał za trzy dni, bo jak dla mnie to już teraz gorzej być nie może:)
Żeby było ciekawiej Tatuś udostępnił mu flakonik z gencjaną, więc paluszki i paznokcie u rąk Synuś też ma fioletowe.
Przez pierwszy tydzień posiedzi z Kubą tata. Jestem zazdrosna niesamowicie, ale wolę nie iść na zwolnienie po niecałym miesiącu w nowej pracy.Zobaczymy jak mu się będą te krosty goić. No i jeszcze muszę udać się do pana doktora po wpis o ospie do Kubusiowej książeczki zdrowia, bo dziś, nie wiedzieć czemu, zupełnie o niej zapomniałam.

czwartek, 24 listopada 2011

Prorok

Kubuś zasypiał dziś z całą drużyną: piesek, lew, Po i Lala.Sam wbity w szczebelki , ale najważniejsze, że zasnął sam i w ciągu 10 minut:)
W ciągu ostatnich dwóch tygodni w żłobku zachorowało na ospę troje dzieci. Mam dziwne przeczucie, że do poniedziałku Kubuś będzie kolejną ofiarą. Dzisiaj jak prawdziwy detektyw plądrowałam jego małe ciałko  w poszukiwaniu krost. Znalazłam dwie, ale nie jestem w stanie stwierdzić czy to te objawiające ospę, więc czekam. Już sobie wyobrażam to malowanie całego ciała Pudrodermem:) Tylko jak my to połączymy z pracą???

środa, 23 listopada 2011

Usypianie

Zaczęłam się zastanawiać czy nie zmienić mojemu "Pupisiowi" sposobu usypiania wieczorem. Na tą chwilę, po czytaniu bajki kładę go, gaszę światło i albo zostaję z nim w pokoju albo cichaczem wychodzę i pilnuję, żeby myślał że jestem z nim - np jak mnie woła to się odzywam. Ale dziś, jak zdążyłam wymknąć się z pokoju, odwiedziła mnie pani Ewa - właścicielka domku. Poszłam tylko uspokoić Kubusia i wróciłam do kuchni. Gadałyśmy normalnym głosem z 10 minut a jak poszła to Kubuś już spał. W takich sytuacjach obala się moja teza, że zasypia tylko przy względnej ciszy. Może jakby zostawał sam, a słyszał nasze głosy zza drzwi, to byłoby mu milej i sam by zasypiał? Będziemy próbować:) W związku z tym , że jutro wieczorem będę sama, to Siostro apel do Ciebie: zadzwoń do mnie na ploteczki około 19.30:)


Oglądałam przed chwilą Rodzinkę.pl - od jutra zaczynam odmawiać zdrowaśki, żeby z żadnego mojego dziecka (tego planowanego kiedyś też) nie wyrósł taki kombinator:)

wtorek, 22 listopada 2011

Porozmawiajmy

Nie wiem kiedy będę mogła powiedzieć , że Kubuś mówi, bo do tego jeszcze daleka droga, ale cieszy mnie każdy malutki kroczek, który czyni on w tym kierunku.Prowadzimy krótkie dialogi, które oczywiście tylko my-rodzice rozumiemy. Kubuś jednak nie stosuje zbyt wielu czasowników, więc zrozumienie co autor miał na myśli pozostaje w naszej gestii.

- Mama! To! (pokazuje pilota)
- przynieść synku, to coś włączymy.
- Tu tut!
- Nie, może jakiś film obejrzymy?
- Bob!

 Zrozumieć go czasami nie jest łatwo. Jestem na etapie tworzenia słownika słow mało zrolzumiałych :)

tan - 1. Pan, Pani
        2. tran
bui - boli
Pupi ati - Kuby majtki :)  bo się akurat robiło pranie
Ceś(ć czasami) - Cześć
poji - tory
tuti  - żółty
jejone - zielone
oć(ś)  - chodź
pupa - kupa, często tak siebie nazywa, nie umie powiedzieć Kuba, czasami wychodzi Uba ale z reguły Pupa
staci - starczy
tocie - proszę
totocie - poproszę
tuś - już
tibati - herbata ( i każde inne picie)
amem - amen
Pupi aaa - Kuby kołderka
fawa - kawa
kuki - skórki
papa - czapka
al - szalik
Mama staci aaaa - chyba tłumaczyć nie trzeba - slyszę to z reguły w weekendy ok 6 rano:)

wtorek, 8 listopada 2011

.

Zawsze kiedy słyszę o poronieniu wpadam w taki nostalgiczny nastrój i cały dzień o tym myślę. Żłobkowa ciocia rozwija w sobie małego człowieka już po raz czwarty....... Musi być jej okropnie smutno, bo przecież pracuje z gromadką dzieci. Mam nadzieję, że tym razem się powiedzie i będzie patrzeć na świat  przez pryzmat dzieciątka. Po raz kolejny uświadomiłam sama sobie jakie szczęście mnie spotkało. Kocham Cię Synku.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Zakupy z dwulatkiem

Zabranie niesfornego dwulatka do sklepu z zabawkami to zdecydowanie kiepski pomysł...
Pojechaliśmy dziś do Świata Dziecka, w sumie tylko po rajstopki, ale chciałam popatrzeć jakie są zabawki, fajne ubranka. Kubuś  od razu wbiegł między regały z zabawkami.  Znalazł zabawki z bajki Tomek i przyjaciele, złapał dwie ciuchcie, krzyknął na cały sklep MOJE! i ruszył do wyjścia.... Dobrze, że Tatuś zdążył dobiec zanim włączył się alarm... Unieszczęśliwiony Synuś zobaczył jeździki. Wybrał różowy i szybko zwiał na nim pod wieszaki ubraniowe. Przekonywanie na spokojnie za wiele nie pomogło. Drobny szczegół, że zaczynało mi sie podnosić ciśnienie. Zagadałam go stolikem z Noddym. Uff, mąż odniósł jeździk,a ja próbowałam być kreatywna i zachęcałam Kubusia do skierowania się ku wyjściu. Niestety. Skończyło  się na płaczu  - wersja nr 6 w stylu "dzieje mi sie wielka krzywda" i wyniesliśmy go ze sklepu. Wrócimy tam najwcześniej za pół roku:)

niedziela, 6 listopada 2011

Mama! Tu tut! Mama! Bob!

Wczoraj z racji zaplanowanego sprzątania chałupki, zaproponowałam Kubusiowi oglądanie bajki. Dawno mu nic nie włączałam, a ostatnio to wytrzymał na miejscu nie dłużej niż 5 minut. Najpierw włączyłam mu Boba Budowniczego, później Tomka i przyjaciół. Obie bajki lubię, bo są w miarę normalne, no i Kubuś jest maniakiem koparek i pociągów. No i wczorajszym seansem pogrążyłam się całkowicie…. Kubuniowi tak się bajki spodobały, że przez pół dnia jęczał że chce oglądać pociąg albo Boba. Musiałam mu na siłę wyłączać, bo żeby nie było za długo a on zawodził wciąż. Jak ja mu nie pozwalałam, to leciał z żalem do Tatusia, a jak Tatuś nie włączył, to przybiegał do mnie. Dobrze, że chociaż na dwór zdecydował się pójść. Poszliśmy na pobliski plac zabaw, niewielki, ale zadbany i pusty więc mieliśmy go dla siebie, a potem na spacerek.Dziś rano niestety Synek  nie zapomniał, że chce oglądać tu-tut, ale przekonałam go obietnicami obejrzenia później.
Cieszy mnie ogromnie, że Kubuś siusia do pieluchy tylko podczas snu, ale zastanawia mnie jedna rzecz – czy jak poza domem siusia często , to to normalne? Szukam pewnie dziury w całym, ale dziś w kościele był też rówieśnik Kubusia ze żłobka. On i jego mama całą mszę byli w środku, a my dwa razy podlewaliśmy krzaczki, mimo że przed wyjściem zaliczyliśmy sedesie.

piątek, 4 listopada 2011

Weekend na bezrobociu

Mimo mojej prośby pracodawca nie zgodził się żeby rozwiązać ze mą umowy 31 października, ale dopiero dzisiaj. W sumie to się nie dziwię, bo chciałam się zwolnić po dwóch dniach od złożenia wypowiedzenia. Od dzisiaj zatem jestem na bezrobociu:) mam nadzieję, że według umowy tylko do poniedziałku. Zaniosłam do pracy ciasto, niewyszukane, ale całkiem smaczne. Ku mojemu zaskoczeniu większość osób była zdziwiona, że owo ciasto przyniosłam, a miałam wrażenie, że pospadają z krzeseł na wieść, że zrobiłam je sama. Tego właśnie nie pojmuję w warszawiakach -  wiecznie nie mają czasu, wszystko wolą kupić gotowe, a ktoś kto sam coś przygotuje to generalnie cyborg. No, ale cieszyłam się, że ciasto smakowało, pożegnałam się i w rytm melodii końcowej z Top Model opuściłam wieżowiec ze słowami szefostwa w głowie, że mogę tam wrócić z powrotem gdyby coś poszło nie po mojej myśli.
 Kubuś prawie nie zalicza wpadek z siusianiem, a weekendowe wizyty na cmentarzach nauczyły go że podlewać trawkę należy sprawiedliwie, co też czynił przeciętnie co 15 minut. Nie wyglądało to może zbyt pięknie, szczególnie jak wskazywał miejsce w których chce siusiu zrobić, ale cieszyłam się że majtki ma suche:) Jutro rodzinny weekend, nawet jeśli spędzimy go na sprzątaniu, to ważne że razem, uwielbiam!  :):):)

piątek, 28 października 2011

Czasu brak

Ten tydzień to  dla mojego organizmu jakiś maraton.Codziennie wcześnie wstaję, późno kładę się spać, późno wracam do domu i ciągle mam co robić. Jak juz siądę przed tv żeby serialik obejrzeć to albo z żelazkiem w ręku albo coś porządkuję, a w najlepszym wypadku szukam czegoś w necie albo tworzę pisma. A wszystko dlatego, że zmieniam pracę. Dziś prawdopodbnie złożę wypowiedzenie i nie ukrywam, że mam niezłego stresa bo to mój pierwszy raz:) 
Z zestawu zimowego dla Kubusia mamy czapkę , szalik, kurtkę, pożyczone spodnie, dlatego musze dokupić w najbliższym czasie drugie żeby były na zmianę  i dziś dokupię w kolorze czapki rękawiczki. Buciki zamówiłam na Allegro z firmy Mrugała. Może ktoś z Was kupował takie dziecku i podzieli się ze mną spostrzeżeniami?
Kubuś znowu przeziębiony. Bujamy się z tymi chorobami ciągle ostatnio. Jedno przeziębienie wyleczymy - nadchodzi drugie. Nie mam już pomysłu co do sposobów leczenia, które by pomogły mojemu żłobkowemu Chłopczykowi. A przecież we wtorek zamierzamy na cmentarzu prezentować nowy zestaw  szalikowo-czapkowy:)

+ + + + + + + + + + +

Wypowiedzenie złożone. Ręce mi się oczywiście spociły, ale tera czekam tylko na info czy pracodawca wypuści mnie na mocy porozumienia.

sobota, 22 października 2011

Dzień Śpiocha

Kubuś znowu zerwał się dziś o 6:00. Przestałam już mieć nadzieję na wyspanie się w najbliższej dziesięciolatce...
Miałam w planach wypocząć podczas weekendu, ale Synkowi chyba się ten pomysł nie spodobał. Wstał marudny i ciężko było cokolwiek  wskórać kreatywnością. Uspokoiła go wreszcie o 9:00 pomoc przy  wstawianiu mięsa i warzyw na rosołek, ale  to nie był jego dzień. Usnął oparty o mnie o 10.40 przy czytaniu po raz drugi dzisiejszego dnia Trzech Świnek i mimo przebudzenia o 12:00 wstał ostatecznie o 14:00. Myślałam,że będzie problem z wieczornym zaśnięciem, ale o 19.50 już chrapał:)
Po południu wybraliśmy się do centrum handlowego na spotkanie ze Świnką Peppą. Stwierdzam, że na takie atrakcje jeszcze za wcześnie, są ciekawsze miejsca gdzie zapewnią dziecku rozrywkę  tego pokroju niż centrum handlowe, a zdecydowanie spokojniejsze. Występy i zabawy przeznaczone były dla minimum trzylatków. Głośno  i tłocznie było okrutnie, mimo, że jak na takie rozgłośnienie imprezy to można by się było spodziewać więcej dzieciaków. O każdy przyrząd - domek do zabawy, bujaka, zjeżdżalnię, trzeba było walczyć, bo starsze dzieci przepychały się tak,że Kubuś co chwila obrywał. On potrafi zaatakować, ale te dzieci po prostu były silniejsze, przepychały go i wtedy zaczynał kwilić. Po godzince wróciliśmy do domu obiecując sobie że na drugi raz wybierzemy coś mniej hałaśliwego.

piątek, 21 października 2011

Jak kaleczniak

Auuuuuaaaaa!
Dla zdrowotności poddałam się wczoraj w firmie szczepieniu przeciw grypie. Nigdy nie miałam alergii i  skutków ubocznych po stosowanych lekach. Ale dzisiaj………… bolą mnie wszystkie mięśnie, a o istnieniu niektórych dopiero się dowiedziałam. Jak mi się zastoją to nie mogą się dźwignąć z krzesła. Masakra po prostu. Mam nadzieję, że chociaż szczepionka będzei skuteczna.

Dziś do pracy miałam na 9, więc liczyłam ze Kubuś tak jak od początku tygodnia kiedy to musiałam go budzić, wstanie bodaj o tej  6.30. Niestety, mój Promyczek chyba wyczuł, że Mamusia chce pospać i zerwał się o 6:00.

 Zatem, obolała i śpiąca wracam dalej do pracy…

  - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -- - - - - -

W końcu udało się wspólnymi siłami zaszczepić w Kubusiu chęć słuchania bajki na dobranoc. Oczywiście nie wygląda to jak w filmie, gdzie dziecko leży w łóżku i w połowie czytania zasypia, ale i tak jest fajnie:) TYlko dlaczego od poniedziałku licząc dzisiaj po raz czwarty czytałam "Trzy świnki"??? 

poniedziałek, 17 października 2011

Urodzinki u rodzinki

Kolejny weekend za nami, leci czas że ho ho. Spędziliśmy go u mojej siostry ciotecznej, w planach były tylko urodziny trzyletniej Ali, ale ostatecznie pojechaliśmy na cały weekend. Nadrobiłyśmy plotkowanie jak za starych licealno-studenckich czasów, spotkałam się z dawno nie widzianym ciotecznym rodzeństwem.Kubuś wyszalał się niesamowicie, największą atrakcją było oczywiście lulanie lali i wożenie jej po całym domu. Ala uczyła go co robić, żeby płaczący bobas się uspokoił, on ją uczył popisywania się tekstem  Noo nie! Fajnie było:) Poza tym, zobaczyłam, jak Kubuś sobie radzi z układaniem puzzli, składaniem drewnianych budowli, a w głowie narodziły się nowe pomysły na świąteczne prezenty. NIe obyło się bez wyrywania zabawek, ale z innymi rodzicami daliśmy radę:) W niedzielę po południu zawitaliśmy jeszcze do znajomych , którzy też mają prawie trzyletnią córeczkę. No i w szoku byłam, bo miałam wrażenie jakby synuś nie zauważył zmiany siedziby. Biegał, szalał, od razu witał się ze wszystkimi. Zaczepiał dorosłych. Jak nie on. Mówi dalej malutko, ale  do słownika dorzucił:
 - Ceś - Cześć
 - Tsi  - Trzy
 - Ala
- Ania
 - no i oczywiście swoje No nie!

U mnie w planach zmiana pracy. Jeśli przejdę badania, które mam za tydzień to składam wypowiedzenie:)  Stresuję się bardzo, ale mam nadzieję, że to będzie początek zmian ku lepszemu.
Żeby było ciekawiej,do aktualnej pracy już nie mam jak bez nerwów dotrzeć. Zamknęli drugie duże skrzyżowanie na mojej trasie dojazdu i ledwo się  wciskam do autobusu, nie mówiąc  o dochodzeniu do przystanku  "na okrętkę". Grrrr!

wtorek, 11 października 2011

Początek pożegnania z pieluchą

Kubuś już drugi dzień chodzi do żłobka bez pieluchy. Zakładają mu tylko na sen. No i ku memu ogromnemu zdziwieniu nie przynoszę stery zasikanych majtek, których zapasik oczywiście zaniosłam. Duma mnie rozpiera:) Jest za to inny problem.... Kubuś potrafi trzymać siusiu dopóki nie usiądzie na miejscu prrzeznaczenia, ale w żłobku robi to celowo, tzn. siusiać nie chce i wstrzymuje. Przez cały dzień robi przymusowe parę kropel, a resztę wypompowuje przez sen i w domu. Martwię się, czym to jest spowodowane? Stres? Strach? Wstyd? Nowa sytuacja? Mam nadzieję, że się przekona i będzie normalnie wołał Ciocie na "sedesowanie". W domu potrafi za rękę zaciągnąć mnie do łazienki i nie ma problemów. Synku, liczę na Ciebie!
Kubuś od ostatniej wizyty u lekarza pije codziennie tran. Nie zawsze robi to chętnie i w sumie wcale się nie dziwię, czasami wypluwa część na bluzkę. Nie jest to częste, bo kreatywnością i darem przekonywania z reguły to wypija, ale generalnie mam wrażenie że wszędzie capi rybą, fuuu!

wtorek, 4 października 2011

Mamy czuwają

Dzisiejszy poranek w żłobku po wczorajszych zawirowaniach tatusiowych:
Tata Bartusia szukał wczoraj jasnego polara.
 Tata Kubusia zabrał do domu bordowego polara.
Tata Jasia zabrał żółtą chustkę z kaczuszki, bo to na pewno Jasia.
Dziś tata Jasia zwrócił czyjąś zółtą chustkę w kaczuszki , mama Kubusia (ja znaczy się) zwróciła bordowego polara, bo Kubusia to on nie był , a tata Bartusia będzie mógł po południu odebrać   tego bordowego polara:)

poniedziałek, 3 października 2011

Sedes królem weekendu

Kubuś na wejściu u wszystkich dziadków był wstydkiem, ale co tam! Od soboty nawet nie tknął nocnika oraz pieluchy i cały czas załatwiał się na sedes:) Nie miał problemów z trzymaniem,a mokre spodnie były związane  tylko z  dużym ciśnieniem i niedokłanym usadzeniem go  na sedesie. Podczas sobotniego snu dziennego pieluchy nie użył nawet , a w niedzielę w samochodzie spał bez niej. Do żłobka poszedł  dziś w pieluszcce , ale uświadomiłam jedną z cioć, że jeśli w następny weekend w domu będzie sobie tak radził to będę go posyłać z zapasowymi majtkami a bez pieluchy. Oby!

sobota, 1 października 2011

Logopeda

Weekend mamy wyjazdowy w rodzinne strony, ale priotytetem przed wyjazdem była wczorajsza wizyta u logopedy.
Gabinet miły dla oczu, chociaż działający w ramach NFZ. Mimo to Kubuś  na początku  siedział jak trusia struchlały ze strachu. Pani logopedka spisała wszystkie dane, zrobiła rozpoznanie. Pytania były nawet o to  czy Kubuniowi  przeszkadzają metki przy bluzkach, czy lubi mycie głowy, obcinanie paznokci, w jakiej formie ma podawane jedzenie, czy dieta zróżnicowana czy tylko kilka produktów je, jak śpi, czy choruje, więc chyba szczegółowe:) W tym czasie synek się rozkręcił . Ciekawa była świecąca myszka od kompa, a obietnica pani doktor, że po każdym wykonanym zadaniu dostanie naklejkę, spowodowała, że był gotów na wszystko. Dzielnie reagował na wszystkie polecenia, a palec pani doktor pozostał bez szwanku po wyjęciu z Kubusiowej buzi. No i zdobył 5 naklejek, z żalem zostawiając resztę. Dostaliśmy serię ćwiczeń biernych i aktywnych do wykonywania przez pół roku. Jeśli okaże się, że Kubuś nie chce ćwiczyć, czy nie przynoszą one rezultatów, to dostaniemy wskazanie na zabieg do chirurga stomatologa, który zrobi szybko plastykę  wędzidełka laserowo bez narkozy i przelewania krwi.  Jak określiła logopedka "wskazanie jest względne, wada nie rozejdzie się sama, ale warto najpierw spróbować ćwiczeń".  Poza tym dowiedziałam się, że ta wada może być dziedziczna, bo moja mama ma niewielkie problemy z wypowiadaniem R, ja też, a Kubusiowi się zapowiada. Opowiedziałam, że nie jestem hipochondryczką, ale nie chcę żeby moje dziecko miało kompleks tak jak mam go ja, że nie wypowiadam odpowiednio tej najsławniejszej literki. Stwierdziła, że ja ją mówię, tylko inaczej, poprawiając mi tym sposobem humor na cały weekend:) Na moim języku pokazała mi ćwiczenia, które mamy wykonywać z Kubusiem, mam taki sam język jak Kubuś ponoć. Generalnie logopedka podbiła moje serce nieświadomie:) Wizyta generalnie bardzo  udana, pani doktor stworzona do pracy  z dziećmi, a mi ulżyło, że nie jestem przewrażliwiona.

Wczoraj spędziliśmy noc u mojego taty. Mówiliśmy pacierz całą rodziną: ja, mąż, tata, Kubuś, piesek 1, piesek 2, samochodzik i krem do twarzy:)

środa, 28 września 2011

Wampir w żłobku

Lotka niestety nie wygrałam. No cóż, może innym razem.
Egzaminu nie zdałam, więc wczoraj topiłam smutki w winie. A już liczyłam na moją świetlaną przyszłość w kancelarii za najniższą krajową... :)
Po raz pierwszy boli mnie dziś żołądek. Nie mogłam dojść rano na stację. Kompletnie nie wiem, co się dzieje.

Moi faceci wyszli dziś po mnie na stację. Patrzę,  a Kubuś ma na policzku czerwone kółko jakby mu ktoś przyłożył na długo kapsel. Okazało się, że Kubusia ugryzł Jaś, a moje dziecko było drugą ofiarą małego wampira. Załamało mnie to trochę, bo na pewno musiało boleć. Nie winię cioć, które przepraszały, że nie zdążyły dobiec do Jaśka, ale szkoda mi mojego Synka. Szczególnie, że  wczoraj już miał lekko obite czoło. Muszę go chyba nauczyć walczyć o przetrwanie, bo inaczej to marne będą skutki.

poniedziałek, 26 września 2011

Plan nie do wykonania

Wizyta w banku, mimo, że to nowe doświadczenie, umęczyła mnie niemiłosiernie. Mogę spędzać osiem godzin w kredytowej dokumentacji raz na jakiś czas, ale nigdy na stałe.

Miałam na dzisiejszy czas po pracy ambitny plan działania:

1. Zapisać się do pobliskiej biblioteki - niestety w poniedziałki zamknięta, a w godzinach otwarcia zdążę dopiero w czwartek.
2. Zagrać w Lotka, przecież w końcu ktoś musi zgarnąć te 50 milionów. ALe cóż, kolejka była taaaaka długa, że nie zdążyłabym na powrotny pociąg i zrezygnowałam. Jutro już na pewno postawię:)
3. Wyspać się! Kubuś obudził się nie wiedzieć czemu o 4 i jakoś nie chciał spać. Zasnął o 5:30, a mi 10 minut później zadzwonił budzik po raz pierwszy. Jak widać, 22:00 a ja dalej siedzę, wyspać się raczej nie uda.
Ech,  i całe plany wzięły w łeb. Może jutro?

Kubuś mnie wczoraj zaszokował niesamowicie.
Podczas kąpieli chciał wyrzucić do sedesu wacik, którym się bawił.Sedes niedaleko więc wychylił się i wyrzucił. Poślizgnął się niestety i zjechał do wanienki na pupę. NIe zamoczył twarzy, nic mu się nie stało, więc zaczęłam obracać wszystko w żart. Załapał i przez następne dziesięc minut kąpieli największy w rodzinie tchórz jeśli chodzi o moczenie włosów i nurkowanie, kładł się na mojej ręce, "leżał" sobie na wodzie i bujał się:) szczegół, że mi ręka drętwiała - radość dziecka i moja mina - bezcenna.
No i jeszcze zdjął po południu pieluchę, którą miał nałożoną na sen  i zrobił kupencję do nocnika:)

niedziela, 25 września 2011

Aktualności

Powrót ze świata nauki.......
Wczoraj miałam egzamin na aplikację radcowską i choć szanse, że zdam raczej marne, to przygotowania do niego trochę mnie wymęczyły i zamierzam odpoczywać od naukowych publikacji jeszcze  przez caly październik.
Generalnie chorujemy. W czwartek zaliczyliśmy z Kubusiem lekarzy pierwszego kontaktu. Obyło się bez płaczu w gabinetach i  antybiotyków, ale dalej pociągamy, a mnie męczy kaszel. Kubuś dostał na dwumiesięczną kurację zalecenie brania Imunitu jako leku na odporność, a pani G. poleciła też popijać w okresie jesienno-zimowym tran. Nie podaję mu poza tym żadnych witaminowych lizaków, Vibovitu, ani innych zbiorów witamin.

A co poza tym?
Kubuś rośnie i rozwija się. Odłożyłam całą reklamówkę za małych ciuszków. W żłobku Synuś spędza część żłobkowego dzionka na zajęciach w grupie starszaków, co zaowocowało już jesiennymi zbiorami:)
Muchomorek    
I jeżyk jeszcze:)  

Oczywiście zrobione przy pomocy cioci Grażynki, ale i tak cieszy mnie to, że coś dzieci robią,  a ja mam co zbierać. Pozostaje tylko jedna kwestia - chyba muszę kupić jakąś specjalną skrzynkę na tak delikatne pamiątki z dzieciństwa mojego Skarbeczka.
Kubuś opanował w końcu wypluwanie pasty do zębów. Zdarza się jeszcze łykanie, ale  wie, że powinna wylądować w zlewie. Oczywiście opluwa przy okazji całą bluzkę, ale to już mało ważny skutek uboczny. Co do płukania ust, to nawet nie wiem kiedy powinnam mu zacząć to pokazywać, moja psychika jeszcze nie dorosła do tego etapu:)
Mężuś cały weekend w pracy, więc wczoraj spacer do Lidla zaliczyliśmy na piechotę, bez pieluchy:) Robię tak na krótkie dystanse, no i warunkiem jest siusiu do nocnika tuż przed wyjściem, co Kubuś czyni raczej z ochotą. Chciałabym go już odpieluchować, ale powrót do żłobka we wtorek znowu nam wszystko zepsuje, bo Kubusia trzeba jeszcze pilnować i zwracać uwagę, kied ostatnio siusiał. Mam świadomość, że żłobkowe Ciocie nie opiekują się tylko moim dzieckiem.
Ja jutro w ramach "wyróżnienia" zamiast do biura, jadę na cały dzień do banku. Już się zastanawiam jaki prowiant sobie przygotować:)

środa, 7 września 2011

Dzień Dziecka

U nas dzisiaj wodna awaria więc się nie myjemy:) Ale jeszcze brud nie odpada, więc moze jakoś damy radę. Panowie głowią się i głowią, a ja myślę tylko o tym, żebym mogła jutro rano umyć włosy:)
Z Kubusia zrobił się generalnie wstydek, co to się wtula w mamusine ramię jak ktoś nie za bardzo znany coś mówi. Poza tym, tchórzyk się z niego zrobił. Uwielbia motory, ale nie zmienia to faktu, że jak przejeżdża prawdziwy motocykl, to zwiewa gdzie tylko najdalej może. Byliśmy w ZOO, oglądał różne dziwne stwory i jakoś mu to nie przeszkadzało. Ma książeczkę z serii Moje pierwsze słówka, Gady, gdzie są prawdziwe zdjęcia tych zwierzaków, no i na widok krokodyla wpada w panikę. Mam nadzieję, że mu to minie.

wtorek, 6 września 2011

Bilans i reszta wątpliwości

Tyle czekałam na ten bilans dwulatka, a tymczasem Kubuś już po wizycie zbiera się do zupy w żłobku, a ja do czytania kolejnych ustaw.
Mierzy 88cm (oczywiście wg moich ustaleń ciut mniej) i waży 12,4kg. Standardowo przedział 25-50 centyla, bardziej w stronę 25.
Jeśli chodzi o całe badanie, to wszystko z nim w porządku, ale jak stwierdziła sama doktorka, bilansu nie można uznać za przeprowadzony w pełni, bo pacjent nie współpracował.  Fakt, niby wszystko ok, opowiadałam mu wcześniej, co pani będzie robić, gdzie idziemy, ale zbyt mało był chyba świadomy. Jak tylko Doktor G. (nie ta od medycyny sądowej:) zbliżyła się, to maluch zaczął się wtulać we mnie i za nic nie chciał wykonywać zadań.
Porozmawiałam o mowie Kubusia, że kiepska, mało (bardzo mało) słów łączy, o wizycie u laryngologa w związku z wędzidełkiem, no i zapytałam kiedy do logopedy iść. Stwierdziła, że nie ma co czekać, niech logopeda sprawdzi, poradzi jakieś ćwiczenia i dała skierowanie. Jeśli logopeda nie odpowie na wątpliwości i nie pomoże, mamy przyjść po skierowanie do foniatry.
Kolejna kwestia do wyjaśnienia to pneumokoki - szczepić czy nie? Wyjaśniłam, że czytałam o grupie ryzyka (żłobek), dlatego myślę o szczepieniu, ale nie ukrywałam, że płatna szczepionka nie napawa mnie optymizmem.  Usłyszałam: Pneumokoki, jak każda choroba spośród tych, na które są zalecane szczepienia, najbardziej groźne są dla niemowląt. Żadna szczepionka nie uchroni przed chorobą, tylko zmniejsza jej skutki. Skoro Kubuś ma już 2 latka, to jest mniej narażony. Co więcej, skoro już chodzi do żłobka, to jest duże prawdopodobieńswo, że już jest nosicielem.No  i skoro do tej pory nie miał żadnych większych problemów ze zdrowiem, to i z innymi damy radę. ALE wiadomo po poprzednich szcepieniach, żedobrze je znosi, więc powikłań nie będzie, zbliża się zima, przez co zwiększa się podatność na choroby, więc jeśli na pewno chcę szczepić, to w miarę szybko,  no i chodzi do żłobka, gdzie jest sporo dzieci też podatnych. Opowiedziałam, że na ospę nie zaszczepiłam celowo, bo dla mnie to zwykła choroba, którą można spokojnie przebyć, a co do rotawirusa, brakło mi finansów i w sumie obyliśmy się. Stwierdziła, że podchodzę zdroworozsądkowo  i żebym sama zdecydowała, bo ona nie może mi powiedzieć, co mam zrobić. Zapytałam, co by zrobiła ze swoim dzieckiem - nie zaszczepiłaby. Jak już się przyznała do własnej opinii, to zaczęłyśmy gadać. Stwierdziła, że te kampanie z tv są sponsorowane przez firmy farmaceutyczne i nakręcają ludzi, którzy nie do końca do końca wiedzą na jaką chorobę szczepią dziecko ( ja to wzorcowy przykład - dopiero wczoraj zaczęłam czytać o tych pneumokokach dokładniej). Podsumowała,  że jeśli zdecyduję się szczepić, to w tej przychodni jest dobra szczepionka dla dzieci powyżej drugiego roku życia i nie ma potrzeby kupowania w drogiej aptece.Marnuje się ta kobieta ze swoim podejściem w tej przychodni. U innej  specjalistki- starszej pani, musiałabym się naprosić o ewentualne skierowanie do speecjalisty, a jak  pytałam o szczepienia, to była prawie oburzona, że nie szczepimy Malucha na ospę.
Szkoda tylko, że dalej nie wiem  - szczepić czy nie?

poniedziałek, 5 września 2011

Tiutu!

Rano wręcz piałam z zachwytu, bo Kubuś sam ściągnął pieluszkę, zrobił siusiu do nocnika,a  po założeniu majtek zdecydował się na ich ściągnięcie i dłuższe posiedzenie, udane oczywiście:) Po południu już tak rewelacyjnie nie było, bo podłoga zaliczona, ale wierzę, że krok po kroku osiągniemy sukces. W domu Kubuś jak już ściąga pieluchę to robi siusiu i potem biega z gołym tyłeczkiem albo w majtkach. Często też muszę go przekonać, żeby dał sobie na spokojnie tą pieluchę ściągnąć. Ale nigdy nie ma tak, żeby w domu rozebrał się tak, o dla zasady. W efekcie w końcu siądzie na nocnik. W żłobku za to Ciocie zaczynają mieć problem, bo Kubuś wchodzi do domku do zabawy na dworze  i tam zostawia bieliznę:) Ponoć naśladuje jakąś Alicję. Wzruszyłam ramionami jak o tym powiedziały, bo mi się to nie zdarza,  a śmiem twierdzić, że Kubuś zaczyna się powoli na swój sposób przyzwyczajać do życia bez pieluszki. One natomiast nie są w stanie upilnować mojego malucha, mając całą gromadkę dzieci jeszcze, skoro on sygnalizuje chęć siusiania zbyt słabo.
Jutro wybieramy się na bilans dwulatka. Zobaczymy jak oceni Synka pani doktor. Głowię się w związku z pneumokokami. Śledzę właśnie informacje z netu - co głowa to opinia. Nie szczepiłam Kubusia na rotawirusa i nie żałuję, ale wszystko zależy od dziecka. Poza tym jest w grupie ryzyka jeśli chodzi o te pneumokoki,  bo chodzi do żłobka. No i oczywiście rozeźliły mnie teksty kobiet z Anglii i Niemiec informujące, że tam leczenie dzieci jest darmowe, takie szczepionki też. Stwierdziłam, że popytam jutro pediatrę, jak sprawa wygląda, o cny, konkretne firmy oferujące szczepionki. Mam nadzieję, że udzieli mi wyczerpujących odpowiedzi.

niedziela, 4 września 2011

Weekend

Weekend upłynął pod znakiem odpoczynku i wspólnego relaksu. Oczywiście wyspana nie jestem, późne chodzenie spać i wczesne wstawanie Kubusia robi swoje, ale atmosfera wynagrodziła niedogodności.  Wczoraj byliśmy z Kubusiem większość dnia sami, ale śmiem pochwalić mojego Synusia, bo ani razu nie zaliczył siusiania poza nocnik czy sedes:):) Bez pieluszki spędził czas od 13 do 19 wczoraj (dzisiaj tylko poranek), więc się nachodziłam wynosząc zawartość nocnika, ale ku mojej ogromnej radości oczywiście. Wieczorem zastanawiałam się tylko czy bardziej jestem dumna z Kubusia, że robi postępy, czy z siebie, że udało mi się go upilnować:) Poczekałam na mężusia czytając ustawę i o 23:00 jedliśmy gotowaną kukurydzę:)
Dzięki mojemu upuszczaniu krwi dostaliśmy wejściówki do ZOO, a że to jedna z niewielu wolnych niedzieli mojego męża ostatnio, postanowiliśmy wybrać się dzisiaj. Odpoczęliśmy wspólnie spędzając czas, bardzo mi się to podobało. Kubuś  wybiegał się po wsze czasy, nawet nie wiem ile upadków przy okazji zaliczył, pójdzie jutro podrapany jak żołnierz do żłobka:)   Z radością oglądał znajome zwierzątka typu żyrafa, lew, tygrys, małpka, ryby, przy dziwnych-nieznanych nie staliśmy długo, więc przejście całości terenu nie było nużące. Wiem jednak, że gdyby nie darmowe wejście to pewnie wybralibyśmy się tam pewnie dopiero za rok jak Kubuś będzie mówił, więcej pamiętał i rozumiał. Nie obyło się oczywiście bez Kubusiowej jazdy na mechanicznej żyrafie. Uwielbia te zabawki i najchętniej spędziłby na nich z godzinę.
Z naładowanymi bateriami mogę iść jutro do pracy.
Ledwo co, ale udało mi się zrealizować budżet sierpniowy na poziomie minimalnej premii - zatem witaj październikowa premio:)

wtorek, 30 sierpnia 2011

Czarne chmury

Mam dziś zły dzień. I to na pewno nie jest napięcie przedmiesiączkowe, nie!
Obudziłam się (a w zasadzie budzik obudził mnie dwoma drzemkami) kompletnie niewyspana. Nie dość, że poszłam spać wpół do pierwszej, to jeszcze Kubuś obudził w środku mojego snu  i zapłakany okrutnie wylądował na resztę nocki w naszym łóżku. Oczywiście wtulał się we mnie, w moją poduszkę, w moją część łóżka, bo jakżeby inaczej. Nie mogłam oczywiście przyjąć ulubionej pozycji żeby mu nie zgnieść nóżki, rączki albo nie  udusić.
Praca? Moje wynagrodzenie to podstawa i premia za realizację budżetu. O ile za lipiec miałam jeden z najlepszych budżetów w firmie, to nie mogłam dostać premii, bo na okresie próbnym się ona nie należy w moim super zakładzie pracy. Jak już za sierpień premia mi się należy, to po spojrzeniu na aktualną realizację  budżetu załamałam ręce. Marne szanse, że uda się uzbierać wymarzone 80%. O ironio!
Wróciliśmy z Kubusiem do domu i zaczęliśmy szykować kolacyjkę. Niestety, podzielony na kawałki i wrzucony do garnka kalafior przestał się przyrządzać jeszcze przed gotowaniem wody - mimo gazu ziemnego nasza kuchenka gazowa jest na butlę, w której właśnie w momencie gotowania kalafiora gaz się skończył. Zatem kolacja była  bez szaleństw - kanapkowa.
Mąż podpadnięty, więc siedzę naburmuszona. Górka rzeczy do prasowania przywołuje mnie do deski do prasowania, bo mając to zajęcie w planach nawet ją rozłożyłam. Ale trudno - poczeka jeszcze - mnie też się należy chwila odpoczynku.
I w ramach terapii ku poprawieniu humoru jem z dużą częstotliwością pyszniutkie  Toffifee, które dostałam na imieniny. Zjem je całe i z nikim się nie podzielę!

niedziela, 28 sierpnia 2011

Fryzjerkowo

Kolejny weekend za nami. Troszkę się działo, ale nic nadzwyczajnego. Pojechaliśmy na weekend do mojej Mamy mając w planach pomoc przy organizacji przyjęcia. Przy okazji, postanowiłam sprawdzić, czy Kubuś jest na NIE wobec wszystkich fryzjerów czy może zalezy od humorku mojego Księciunia.  Kiedy byliśmy z miesiąc temu u fryzjerki w naszej mieścinie, Kubuś nawet nie chciał usiąść na fotelu, a i Pani nie za bardzo go namawiała podkreślając, że nic na siłę. Nie to nie. W domu jak tylko zauważał nożyczki orzy skórze głowy, to od razu machał rękami. Wczoraj wróciliśmy do fryzjerki, u której Kubuś miał obcinane włoski przed Wielkanocą. Posadzony na dziecięcym fotelu, owinięty pieskową ochronką, z wafelkiem w lewej ręce i spryskiwaczem w drugiej usiedział przez całe cięcie:) Pani miała takie tempo, że gdyby każdego klienta obcinała tak szybko to zapisy mogłaby prowadzić co 10 minut. Ja oczywiście byłam cała mokra, bo przecież musiał być jakiś kozioł ofiarny żeby było śmiesznie. Pod koniec i moja Mama dała się namówić na cierpienia w postaci psiukania wodą prosto w twarz, żeby się wnusio nie zanudził i nie nawiał z fotela. No i się jakoś cięcie udało. Może nie jest idealne, ale najważniejsze, że wiem już, że wszystko zależy od chęci i starań człowieka. Będziemy teraz na każde cięcie jeździć do tej pani.
Wczoraj obchodziłam imieniny. Kilka osób po raz pierwszy życzyło mi powiększenia rodziny. Oj, żeby wszystko zależało tylko od chęci, to byłabym już w połowie starań o Maluszka... :)


środa, 24 sierpnia 2011

Ja! Nie! Ce to!

A my znowu  poprzeziębiani.  W poniedziałek Kubuś obudził się z katarem, a ja od wczoraj chodzę z zapchanym nosem i bólem głowy. Na dodatek mój Aniołek odmawia skutecznie przyjmowania syropków, więc w finale płacze dobitnie w proteście.
 Od początku tygodnia już nie tak do końca podoba mu się w żłobku. Wchodzimy bez problemu, przebieramy się, po czym Kubuś stwierdza, że on dalej nie wchodzi. Więc w związku z tym, że nie chciałabym żeby płakał jak wychodzę, przekonujemy go ze żłobkową ciocią jakieś 10 minut namawiając do różnych czynności. Wczoraj zdecydował się przekroczyć próg pokoju dopiero na hasło: Kubusiu, zobacz jak Patryś wyciąga płytę z pudełka, pomóż mu włożyć z powrotem, dzisiaj natomiast: Kubusiu idę na górę, pójdziesz ze mną? I tak, po przeczekaniu chwil zwątpienia i wykazaniu się cierpliwością obyło się bez płaczu. A ja potem biegłam z wywalonym jęzorem, żeby zdążyć na pociąg:)
Moje Słonko jest na fazie: Ja, ja, jaaaa! NIE!  i czymś w stylu Chcę to! Nie ma opcji żeby nie pomagał mi szykować jedzenia, a jak widzi że idę do kuchni, to pędzi za mną i od razu podsuwa sobie krzesło do mebli. Tak na wszelki wypadek, żebym o nim  nie zapomniała. Najchętniej wszystko robiłby sam, co nierzadko kończy się niestety płaczem, bo albo sobie nie radzi, albo zaczyna sam sobie zagrażać i muszę interweniować:) No i wygląda jakby miał ospę, bo inwazja komarów skupia się na nas dwojgu omijając standardowo Tatusia. Ale to na pewno  dlatego, że ciężko im się przebić przez te haszcze:)

sobota, 20 sierpnia 2011

Żona sławnego męża


Dzisiaj o 8 po nocnej zmianie wparował do domu mężuś z informacją, że jest w gazecie. Ja oczywiście ucieszona czekałam na egzemplarz co najmniej polotkarskiego Faktu, a tu co widzę? Firmową gazetkę z zakładu pracy męża, tam na ostatniej stronie jego zdjęcie o wymiarach 1cmx1cm,nie byo żadnego artykułu na jego temat, a jedynie informacje o nowych zespołach w firmie,  a co najlepsze gazetka po francusku:)

Ostatnio coś mnie wzięło na późnowieczorne podjadanie. Tak około 23 robię sobie kanapkę albo chociaż kisiel przeznaczony do pracy. No co, w końcu jak jest drugie śniadanie, to może być i druga kolacja:)
Kubuś jakieś pół godziny temu obudził się z płaczem, nie mogłam go uspokoić, więc dostał pić, opróżniliśmy nosek, posiedzieliśmy przy rozłożonym na części odkurzaczu, połaziliśmy chwilę po domu i zasnął. Tylko że w moim łóżku..... Odniosę go przed zaśnięciem, bo chciałabym się wyspać i nie wstać z podbitym okiem. Moje Słonko tak się wierci, że nigdy nic nie wiadomo:)

Z siusianiem to przechodzimy ze skrajności w skrajność. Po sukcesie witamy porażkę. Dzisiaj ranek wyśmienicie, kilka razy pod rząd nocnik napełniony, po czym chwilowe wyjście na dwór i mokre jednocześnie majtki i spodnie. Po południu Kubuś przyszedł niezauważony do kuchni i sam sobie usiadł i pięknie zrobił siusiu. Następnie zasikał krzesło, skarpetki i kapciochy. A przed snem, go jeszcze zaszantażowałam, że dostanie książeczki, o które się upomina, jeśli siusiu zrobi. No i zrobił:) Zauważyłam, że często mu się chce i nie zamierza zrobić bez odpowiedniej motywacji, cwaniak mały. Ach, i zapomniałabym - jak po południu krzyknął Tiutu! (Siusiu!) to szybko wyniosłam mu nocnik z łazienki i postawiłam w przedpokoju, żeby tylko zdążył, a mój Księciunio zabrał sobie spokojnie nocnik do pokoju, tam ustawił na środku i dopiero zrobił. To się nazywa mieć szlacheckie usposobienie:)

piątek, 19 sierpnia 2011

Będę Mamą!

Od zawsze przepadałam za dziećmi. Dlatego odkąd tylko zostałam ciocią po raz pierwszy, a miałam wtedy 8 lat, marzyłam o tym żeby zostać matką chrzestną jakiegoś dziecięcia. Zostanie chrzestnym kojarzy mi się z zaufaniem ze strony rodziców, że jakby co zajmę się wychowaniem ich dziecka zgodnie z ich wolą. Dla mnie to wręcz zaszczyt.
No i tak sobie czekałam, czekałam, dorosłam do wieku kiedy chrzestną mogłam zostać i czekałam dalej....
Pojawiło się trochę dzieci  w rodzinie, chrzestni z innych źródeł. Pojawił się mąż, który ma chrześniaka od 8 lat, w międzyczasie zasłużył na drugiego, a u mnie nic. Nie było to fajne, stwierdziłam, że już raczej chrzestną nie zostanę.
No i wczoraj zostałam poproszona o bycie mamą chrzestną dla maluszka, który pojawi się w naszej rodzinie w przyszłym roku!!! Ucieszyłam się ogromnie. Marzenie spełnione. Czekam tylko z niecierpliwością na Dzidziusia, żeby zobaczył stęsknioną za nim chrzestną:)

Pierwszy raz na imprezie chrzcielnej pojawię się na więcej niż dwóch zdjęciach, bo nie będę stała po drugiej stronie obiektywu:)

Zmówcie zdrowaśkę za Laurkę - http://www.kochamylaure.pl/

czwartek, 18 sierpnia 2011

O rowerze monologu ciąg dalszy.

Rowerek złożony, Kubuś popróbował na dworze i chętnie robi to w domu, często, ale króciutko. W związku z tym, że rowerek nienajmniejszy a Kubuś raczej drobny, to żeby mu było dobrze się uczyć nie może mieć na sobie pieluchy, a założone buciki. Załapał od razu, że trzeba się odpychać na przemian, ale na razie robi kilkanaście kroczków, po czym przerywa na trochę. Nogę przekłada do tyłu jak typowy facet, ale trzeba wtedy podtrzymać rower albo jego. Jutro, jak dobrze pójdzie kupimy kask. Dziękuję za polecenie kasku Spokey - faktycznie tanie i ładne one są (wyszłoby z przesyłką około 35zł), ale niestety Kubusiowa głowa jeszcze za mała, bo one są od obwodu głowy 49cm, a Kubuś ma 47cm. Znalazłam kaski tanie, o malutkich rozmiarach i do tego pod kolor roweru na stronie Decathlonu za 20 i 40zł. Pojedziemy, obejrzymy i mam nadzieję, że kupimy.
Cieszę się bardzo z tego zakupu, bo liczę na to, że Kubusiowi posłuży, a kiedyś jego potencjalnemu rodzeństwu, no i jak dla mnie jest śliczny:):):) Brakuje mi w nim tylko nóżki do podpierania.
Już widzę dzięki mojej wybujałej wyobraźni, jak Kubuś na wiosnę zupełnie swobodnie się na nim odpycha, a my-rodzice pędzimy z wywalonymi językami próbując go dogonić:)

wtorek, 16 sierpnia 2011

Rowerek

Ta dam!!! Oświadczam, że rowerek kupiony, w końcu:)

Spędziliśmy dziś całe popołudnie na jeździe w autobusach w celu kupna nowego, drugiego już zresztą rowerka dla naszego Skarba(temu to się powodzi ) .  Pierwszy dostał na roczek i jesteśmy na etapie nauki pedałowania ale opornie to idzie. Tak więc, w sklepie okazało się, że trafiliśmy na cudowną panią, która potrafiła odpowiedzieć na każde moje pytanie bez chęci zarobienia na ciemnych rodzicach. Wszystko wyjaśniła i dzięki niej  zdecydowaliśmy się, wg moich chęci , na Kettler Speedy 12,5''. Gdybyśmy zamówili go przez Allegro wyszłoby może ze 30zł mniej, ale nie odważyłabym się kupić go bez mierzenia. Zresztą, nie dołożyliśmy ani grosza, bo cały rowerek ufundowała nasza rodzina poinformowana, że zamiast prezentów na urodziny zbieramy na rowerek dla Malucha. Jestem bardzo zadowolona. Mam nadzieję, że posłuży minimum ten i następny sezon. Zdołował mnie tylko mój brat stwierdzając, że Kubuś za mały i że pojeździ 3-4 miesiące i mu się znudzi. Stwierdził poza tym, że drogi  i niewarty ceny (240zł) Też tak myślicie? Trochę zdołowałam, bo mimo, że nie mamy wiele kasy, to raz na jakiś czas chcę kupić coś dobrego i wydaje mi się, że ten zakup się sprawdzi, a w przyszłości posłuży drugiemu dziecku, które zamierzamy kiedyś mieć. Jutro będziemy testować, jak Tatuśko go złoży, bo na razie zajmuje honorowe miejsce w pudle w kuchni. Brakuje nam tylko kasku. Stwierdziłam, że nie dam 100-130zł  za kask, więc muszę teraz znaleźć jakiś tani i pasujący do błekitu rowerka.  Już się nie mogę doczekać, kiedy Kubusiek przyjedzie do mnie rowerkiem:)
Problematyczna jest dla mnie tylko jedna kwestia - gdzie ja go postawię w kawalerce zapchanej dziecinnymi  sprzętami?? :)





poniedziałek, 15 sierpnia 2011

I po weekendzie

Weekend minął jakoś leniwie, choć na nudę nie narzekałam. Na pewno spaliłam dużo kalorii biegając za Kubusiem:) Jutro trza iść do pracy, a mi się kompletnie nie chce. No chyba, że ktoś mnie zapewni o premii ;) Utwierdziłam się dziś w przekonaniu, że mistrzem trafiania do celu  to raczej nie zostanę - grałam w rzutki, bo spędziliśmy popołudnie u mojej siostry. Moje porażki  wprawiały wszystkich łącznie ze mną w  gromki śmiech, ale, że uwielbiam wszelkie gry, a przegrywanie mnie nie zraża, to zamierzam jeszcze próbować:):):)

Mam ostatnio doła na punkcie mojej figury. Mąż zawsze zapewnia mnie, że mu się podobam, ale jakoś nie mogę na siebie patrzeć. Tak, nie powinnam narzekać, jestem wysoka, szczupła. I co z tego, bladość mojego ciała poraża, a generalnie nie za bardzo mogę sobie pozwolić finansowo i zdrowotnie na chodzenie regularnie do solarium. Nie schudłam ostatnio, ale jakoś mam wrażenie, że się zrobiłam bardziej kanciasta, znaczy koścista. Biust zawsze mikrusi, teraz w ogóle znikł. Wypinanie klaty nic nie da w tak beznadziejnym przypadku.  Idąc ulicą, zazdroszczę wszystkim choć trochę opalonym i biuściastym kobietom, że mogą bez kompleksów czuć się seksownie. Ehh:(

czwartek, 11 sierpnia 2011

Mój Mistrzunio:*

Dzień jak co dzień, zleciał jeszcze szybciej niż poprzednie. Pracowałam dziś do 17:00 więc dotarliśmy z Kubusiem do domu chwilę po 18:00. Naszykowaliśmy razem kolację, ale Synek wiele nie zjadł. O ile w zeszłym tygodniu pojawiła się u niego biegunka w ramach solidarności z kolegami ze żłobka, o tyle dziś walczyliśmy z zatwardzeniem. Do tego, mimo stosowania różnych środków, Kubuś cały jest pogryziony przez komary.  No i sprawdziło się, że jak nie urok to sraczka:)
Kubuś nie wychyla się przed szereg w sprawie rozwoju  dwulatka, ale mnie i tak zachwyca wszystko czego się ostatnio nauczył. Podniecałam się jak głupia, kiedy w poniedziałek wydmuchał pierwsze w swoim życiu bańki mydlane i prawie padłam ze szczęścia jak udało mu się trafić nóżkami w spodenki od piżamki. Uwielbia mi pomagać, dzięki czemu on się nie nudzi i uczy się pracować nad koncentracją i koordynacją ruchów, a ja spędzam z nim czas. Podaję mi z lodówki słoiki, opakowania o różnej teksturze, razem ze mną miesza potrawy  i szykuje herbatę, a potem zanosi do zlewu. Czasami trochę się obawiam, ale mąż uczy mnie ufać własnemu dziecku:)
Na wtorek zaplanowaliśmy kupno rowerka biegowego, jupiii!!!! Każdy pieniążek, który Kubuś dostał na urodziny zostanie przeznaczony na ten cel. No i będzie miał mój Kochaniutki rowerek dzięki Dziadkom, Ciociom i Wujkom. Chciałabym kupić mu też jakiś tani kask, mimo tego że na razie niepotrzebny, ale chcę żeby sie przyzwyczaił, że jak jazda na rowerze, to kask na głowie. Co do rowerka i różnych zdań, to poleciła mi go nawet koleżanka, której synek jeździł na zwykłym czterokołowcu. Twierdzi, że  czterokołowiec jest do bani, bo ma małe koła, które sprawiają, że dziecko szybko wyrasta i ciężko mu pedałować,a przy dobrych wiatrach, po biegowym dziecko przesiada się na 16-calowy.
 Znowu się uczę, zastanawiam się kiedy odpocznę:) I tęsknię za  mężusiem, który jeszcze w pracy siedzi,a  w sumie stoi.
 Zbiłam dziś rano mój ulubiony, malinowy lakier do paznokci, chlip:(

piątek, 5 sierpnia 2011

My też oddajemy krew

Mimo wczorajszych żołądkowych wariacji i dnia spędzonego głównie na przysiadaniu po kątach dla odpoczynku, postanowiłam, że jutro, według planu, wybiorę się z Siostrą na oddanie krwi. W końcu trzeba coś zrobić dla ludzkości, a ja czuję się już dobrze. Oczywiście przygotowania poczynione: po południu barszcz, na deser banan, na kolację troszkę wątróbki, mimo że w piątki nie jadam mięsa. Do tego witaminki,a jutro z rana napiję się kawy dla podwyższenia ciśnienia:) Bo zrobię wszystko żeby dostać te czekolady :D :D :D
Jedziemy do RCKiK z Kubusiem, mam nadzieję, że nas nie wygonią:) Jak byliśmy z nim ostatnim razem, to zwiedził wszystkie pomieszczenia, rozdał uśmiechy wszystkim paniom i najchętniej sam by usiadł na fotelu do oddawania krwi. Czuję, że jutro będzie gorzej niż ostatnio:) Ale nic to, przecież jak ja będę się relaksować na fotelu, Kubusiem zajmie się kochana Ciocia, ciekawe czy przygotowała rozrywki dla mojego Słoneczka:)

czwartek, 4 sierpnia 2011

Urodzinki

Kochany Synku!

Dziś kończysz dwa latka. Jak ten czas leci! Paniętam jak dziś dzień, w którym pojawiłeś się w naszym życiu. Twój pierwszy okrzyk, uśmiech, pierwsze kroki, słowa. Jesteś już dużym, prawie samodzielnym chłopcem, który  nie da sobie w kaszę dmuchać, a uśmiechem rozkochuje serca wszystkich wokół.
To wspaniałe, że mam Ciebie. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby Cię nie być w moim życiu.
Życzę Ci samych sukcesów w życiu, zaczynając od nauki siusiania na nocnik, przez pierwsze dni w szkole, a kończąc na  udanym życiu rodzinnym. Bądź rozsądnym chłopcem, który ma określone cele w życiu. Pamiętaj zawsze o wartościach , które staram się w Ciebie wpoić.Nie rezygnuj, gdy napotkasz trudności i bądź szczęśliwy po prostu, a uśmiech niech nie schodzi z Twej pięknej buźki. Niech spełnią się Twoje marzenia, rośnij duży w zdrowiu i miłości.

Kocham Cię bardzo.
Mama

wtorek, 2 sierpnia 2011

Struś Pędziwiatr

Po weekendowym wstawaniu o 5 rano Kubuś postanowił sobie dziś poleżeć dłużej i musiałam go budzić o 6.25. Zaczął się bawić w małego Kamikadze  - rzucał się do tyłu z pozycji siedzącej bez oglądania się za siebie. Podłożyłam poduszkę, a on zaczął się przesuwać i grzmotnął się w głowę o oparcie łóżka. Powtórzyła się sytuacja sprzed jakiegoś czasu, kiedy to zsunął się z krzesełka do karmienia. Popłakał, po czym po dwóch minutach przekazał na moje ramiona i podłogę zbierane przez noc żołądkowe kwasy. Nie miał żadnych innych objawów żeby stwierdzić wstrząs, zresztą widziałam uderzenie i nie było bardzo mocne. Ale przestraszyłam się trochę. Po chwili znowu się chciał bawić. W żlobku wyjaśniłam sytuację głodnego dziecka z poobijaną główką prosząc o hamowanie mojego nadaktywnego synka  i jako wyrodna matka wybyłam do pracy.
Lubię żywiołowość mojego małego Szogunka ale zaczynam się obawiać, bo nie chcę żeby robił sobie krzywdę. Ostatnio nawet w kościele go obserwowałam. Nawet nóżkami przebiera ciągle, żeby tylko coś robić, nie nudzić się i nie stać w miejscu. Oj, juz się zastanawiam co za ziółko z niego wyrośnie:)

sobota, 23 lipca 2011

Zaległości

Niby nic się nie dzieje, a jakoś czasu brak. W pracy tylko na szybko przeglądam pocztę, wchodzę looknąć na blogi, a w domu od dwóch tygodni nie korzystałam z kompa, bo po prostu po ośmiu godzinach w miarę intensywnej pracy na kompie już mi się nie chce. W pracy mam co robić non stop odkąd zmieniłam dział  i koordynatorka wróciła ze zwolnienia. Za półtora tygodnia kończy mi się pierwsza umowa i jestem w stresie czy podpiszą ze mną następną. Koleżanka z HR twierdzi, że podpiszą, ale w czwartek zrobiłam poważny błąd i dopóki nie zobaczę podpisu prezeski pod nową umową nie będę spokojna. Codziennie wracam po 17 albo po 18 domu i niby to nie jest jakoś bardzo późno, ale mało czasu żeby zająć się Kubusiem, domem. W tym tygodniu na dodatek calutki tydzień wieczory spędzam tylko z Kubusiem, więc później nie ma nawet do kogo się odezwać.
Kubuś robi postępy, nawet jeśli inne dzieci robią coś lepiej wisi mi to, bo wiem, że i tak się wszystko wyrówna. Zaczął ładnie radzić sobie z jedzeniem łyżką więc już go w ogóle nie karmię, a opatulam śliniakiem, podwijam rękawy, no i je samodzielnie. Z różnym skutkiem, ale na głodnego nie wygląda. Przejęłam zajmowanie się kolacją Kubusia więc kaszy wieczornej już nie zapodajemy Synalkowi.  Wytrzymuje bez niej do 5:30 upominając się o nią minutę po wstaniu:) Przestałam go zmuszać do jedzenia wędliny. Widzę, że jak ma ochotę to zje, inaczej odmawia. Wszystko chce robić sam, co zaowocowało zakładaniem bucików, a przynajmniej próbą (w zależności od rodzaju bucików), czapki, ściąganiem spodni bez zapięcia, skarpetek, butów, rozpinaniem sweterków. Co do mówienia, to sporo mówi w jezyku ZuluGula, choć ja nic z tego nie rozumiem, próbuje naśladować niektóre słowa ale ogólnie nie mówi. Czekam dalej z niecierpliwością. Lubi odpowiadać na pytania z początkiem Kto.....? i wtedy krzyczy Jaaaa!  To mój jeden ze sposobów na niego, żeby coś zrobił, bo nie mówię: Zdejmij buciki - co wyleciałoby mu drugim uchem, tylko pytam Kto zdejmie buciki? :) Poza tym wszystko jest ostatnio 'mama bej' albo 'łaaa' (a'la WOW).
Kulejemy z sikaniem. Nie idzie mi uczenie go tylko w weekendy a w tygodniu mało czasu na to poświęcam. Zdarza się czasami,tak jak np dzisiaj że Kubuś sam pobiegnie siąść na nocnik, zrobi kupkę, ale są to jednorazowe przypadki. Przeprosił się z nakładką na sedes, którą dostał razem ze schodkiem, nie obawia się na nią siadać, ale nie robi tego przesadnie często. Panie ze żłobka mówią, że ogólnie siada na nocnik chętnie, ale z reguły nic nie robi, wyjątkiem był wczorajszy dzień, gdzie sukces osiągnął dwa razy. Coraz częściej trafia na zajęcia ze starszakami, co ja od razu zauważam po wymalowanych ubrankach:)
 Poza tym, nie wiem dlaczego, dalej boi się suszarki. Jak jesteśmy we trójkę, to nie ma problemu - tak jak kiedyś po prostu coś sobie robi, ale jak zostajemy we dwoje od razu przybiega do mnie i protestuje na hasło że będę suszyć włosy, po czym zaczyna płakać.

czwartek, 7 lipca 2011

...

W  żłobku wszystko z paniami wyjaśniłam wczoraj. Absolutnie nie zamierzały robić nic złego małemu Gryzoniowi. Ustaliłysmy, że będą robić tak jak do tej pory - odstawiać Kubusia na chwilę na bok i tłumaczyć, co źle zrobił. W ogóle stwierdziły, że Kubuś w ogóle na razie nie wie co to bicie, bo inne dzieci biją, czasami nawet kopią, a on "tylko" gryzie.  DLa mnie tym lepiej, że nic więcej nie robi innym dzieciom, choć w głębi serca, to bym chciała, żeby takiemu Hubercikowi to dołożył ze dwa razy, bo ostatnio miał przez niego znowu zadrapane czoło. Z gryzieniem będziemy walczyć systematycznie i wytrwale, zobaczymy kiedy  z tego wyrośnie. Tymczasem mój Synek  w złobku się ze mną nawet nie żegna ostatnio,  tylko idzie się bawić. Wczoraj wszystkie  dzieci, które juz były zrobily mi PA-PA a on się nie przejął zbytnio, że matka czeka na czułe pożegnanie:)
Ja dzisiaj przed pracą zaliczyłam przymusowy dwudziestominutowy spacer, bo tramwaje stanęły i innego sposobu dotarcia do pracy nie było.

wtorek, 5 lipca 2011

Polska służba zdrowia

W takich dniach jak dzisiajszy zazdroszczę wszystkim, którzy leczą się w prywatnych przychodniach. Po pracy pojechałam zapisaeć Kubusia na bilans dwulatka.
1. Pielęgniarka stwierdziła, że mnie zapisze we wrześniu bo wcześniej nie ma sensu  - a myślałam, że to bilans z okazji skończenia dwóch latek a nie miesięcznicy po.
2. Moje pytanie o wczesne godziny zapisu bądź późnopopołudniowe zostały skwitowane tekstem, że przecież lekarz nie przyjdzie na 6, zatem plan pójścia tego dnia do pracy legł w gruzach, bo wizyta na 9:00.
3. Pytanie, czy jeśli przyjdę bez kolejki w rocznicę urodzin, to ktoś mi dokładnie zmierzy i zważy dziecko wywołało głupawy uśmiech numer jeden u pani pielęgniarki.
4. Głupawy uśmiech numer dwa wywołało pytanie czy maluch będzie miał robione badania krwi na tym bilansie.
I tak idziemy na bilans we wrześniu zamiast w sierpnu, bez szans na dokładniejsze badania albo chociaż uspokojenie moich zawirowanych myśli o stanie zdrowia synka. To po co w takim razie jest ten bilans? Dobrze przynajmniej, że pani doktor kompetentna, bo nei zgodziłam się na nikogo innego.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Powiedzmy gryzieniu NIE!

Tylko jak? Dzisiaj dostaliśmy info ze żłobka, że Kubuś znowu gryzie dzieci. I mimo, że w domu nie pozwalamy na takie zachowanie pewnie wyszliśmy na rodziców, którzy nie umieją wychowywać własnego dziecka. Trudno. Mamy przekazać paniom info co robić, jaką karę zastosować. Problem  w  tym, że sami nie wiemy. W domu to co innego, nikt Kubusiowi  nie zabiera zabawek, poświęcamy mu w dużej mierze swoją uwagę, to i gryzienie zdarza się rzadko. Oczywiście wtedy mówię, że nie wolno itp, ale jak widać kiepsko pomaga. Naczytałam się o zabieraniu dziecka z grupy, mówieniu stanowczym, zabieraniu ulubionej zabawki, gryzieniu czegoś innego, niezwracaniu uwagi. Stwierdziłam, że zabranie pieska byłoby bolesną karą, ale w ciągu dnia Kubuś nie jest do niego tak przywiązany żeby odczuć jego brak.  Spodobał mi się pomysł dania mu czegoś do gryzienia, ale kompletnie nie wiem co by to mogło być, a nie mam jak przetestować, bo Gryzoń już śpi, no i nie wiem czy zrozumie przesłanie:) Co do odciągnięcia od grupy to by było pewnie jak postawienie w kącie i też nie wiem czy to dobry pomysł, szczególnie w przyszłości.
POMÓŻCIE!
Byłam po południu w sklepiku z PRAWIE nową odzieżą, ale pani stwierdziła, że płaszczyki od deszczu dla dzieci były, ale rano. No i klops.

Nienawidzę takiej pogody

Podjęta na szybko decyzja o zakupie kaloszy dla Kubusia okazała się zbawienna. Miały byc kalosze z Allegro za 30zł, są za 40zł ze sklepu. Nie za piękne ale przydatne przy codziennym marszu do żłobka podczas takich ulew. Podczas dzisiejszego marszu to ja byłam tą, która mu zazdrościła, że woda nie wlewa się do bucików. Mimo beznadziejnej pogody, której ja ogólnie nienawidzę, Kubuś dzielnie zaliczał wszystkie kałuże  ochlapując przy okazji moje już i tak mokre nogi. Zuważyłam, że mojemu chłopcu potrzebny jest jeszcze płaszczyk przeciwdeszczowy bo parasol  na dwoje nie zdaje egzaminu, a jak trzyma pieska i mnie za rękę, to jak utrzyma swoją parasolkę? Może poszukam jakiegoś na Allegro.
Ja do pracy dotarłam mokrzutka, mimo parasolki i obita przez tłumy jeżdżące do pracy jedną trasą, bo reszta w remoncie.
 Generalnie, kiedyś wydawało mi się, że wysłanie dziecka do żłobka równoważy  trochę koszty, bo obiady dziecię je w żłobku, w domu pusto więc rachunki mniejsze, ale to złudzenia. Gdybym siedziała z Kubusiem w domu niekoniecznie kupowałabym kalosze, płaszczyk, dodatkowe kapcie,  rajstopy czy spodnie. A tak, chciał nie chciał, trzeba kupić.

sobota, 2 lipca 2011

Pobudka!

Kubuś od kilku dni budzi się bardzo często w nocy. Przedwczoraj z godzinę przepłakał około północy, a budził się już od ok 21. Dzisiejszej nocy mniej było tych pobudek, ale w efekcie końcowym wylądował w naszym łóżku. Jakież było moje zdziwienie rano, kiedy obudziłam się z pupcią Kubusia na twarzy i spojrzałam na zegarek. 8:10 !!!! Nie pamiętam kiedy tak długo spałam :) Chcieliśmy kupić synkowi kalosze, ale zaczynają się braki w numerach bo ponoć schodzą jak świeże bułeczki, a poza tym trochę mnie osłabiła ich cena. Najtańsze widziałam za 35zł, ale nie nadawały się kompletnie. Szkoda mi wyłożyć nie wiadomo ile kasy.
Smoczki butelkowe nie wróciły do naszej codzienności więc uważam to za malutki sukces. Oczywiście spotykam się jeszcze z buntem Kubusia w tej kwestii, ale jak chce z butelki to pije, tyle, że z gwinta, bez smoczka:) Polecam:) Ciężko mi dalej oduczyć go jedzenia wieczornej porcji kaszy. Wczoraj odniosłam sukces, ale z reguły się to nie udaje. Potrafi zjeść kolację i po chwili upominać się o kaszę z pretensją, że go odwodzę od tego pomysłu.
Mężuś wróci za jakieś 40 minut - tylko czy ja wytrzymam? :)

czwartek, 30 czerwca 2011

Pani Magister pozdrawia:)

Obroniłam się :) i zakończyłam studia na Wydziale Prawa i Administracji:)
Skończył się pewien etap w moim życiu - raczej trudny, ale zaskakujący i  fajny.
Stresowałam się wczoraj jak nie wiem co. Na dodatek, mój do tej super promotor przyjechał w połowie obron naszej czwórki niezrażony spóźnieniem i faktem, że liczyliśmy na jego obecność, co nastawiłoby resztę komisji na zadawanie łatwiejszych pytań. Kto jak kto, ale dyrektor instytutu samą obecnością może zdziałać cuda. Na moją obronę wszedł jak kończyłam odpowiadać.... No ale nic to. Ważne że do przodu.
W pracy muszę odrobić dwie godziny z wczorajszego dnia więc i dziś odebrałam Kubusia bardzo późno. Nowy dział fajny, aczkolwiek zanim się wdrożę to trochę minie, bo zakres obowiązków znacznie mi się powiększył. Ale za to mam internet:) Szkoda tylko, że brak czasu uskutecznia brak możliwości korzystania w celach relaksacyjnych. Dzisiaj przez dwie godziny próbowałam stworzyć blogowego posta i w końcu dałam spokój.
Dzisiaj rano zaspałam, w ogóle nie pamiętam budzika. Nie wiem czy to odreagowanie emocji czy co, bo na pewno nie zapicie, wypiłam jedno piwko ze znajomymi  i pospieszyłam po Kubusia.   Kubuś obudził mnie o 7.15. Przerażenie  z powodu późnej pory spowodowało że o 8.10 byłam już w pracy, naprawdę nie wiem jak  ja to zrobiłam:)

wtorek, 28 czerwca 2011

Cała w pierzu:)

Oby jutrzejszy dzień był tak obfity w dobre wieści jak dzisiejszy Dosłownie obrosłam w piórka od tekstów na swój temat:)
W pracy co miesiąc każdy z nas odbywa spotkanie z kierownikiem, które ma na celu wyjaśnienie wątpliwości oraz ocenę jakości wykonywanych zadań. Ja miałam takie wczoraj. Kierowniczka generalnie chwaliła mnie, że szybko się uczę, polecała skupić się na tym co robię w przyszłości, bo widzi we mnie potencjał ( o nie, dziękuję:). Pochwały przyjęłam, stwierdzając jednocześnie, że odniosły skutek, bo zmotywowały mnie do dalszej pracy. Dzisiaj Gosia tajemniczo wypytywała mnie o studia, poziom angielskiego. Okazało się, że poleciła mnie na miejsce w dziale, do którego chciałam dotrzeć na samym początku. Pracują tam głównie doświadczone osoby, a że mają kontakt z firmami, jedyne zmiany w godzinach pracy to 8-16 i 9-17 bez pracujących sobót. No i od jutra znowu zmieniam stanowisko pracy:) Ucieszyłam się niezmiernie, mimo tego że teraz to Kubuś chyba cały dzień będzie w żłobku siedział zanim do niego dotrę, ale nie będzie przynajmniej problemu z kolidowaniem pracy mojej i męża.
Kłopot, a w sumie dylemat pojawił się po wyjściu z pracy. Po 15 zadzwoniła mi komórka - znajoma znajomego, która kiedyś została poinformowana, że szukam pracy. W jednostce publicznej szukają referenta jako pracownika służby cywilnej. Gdyby dziś mi nie zaproponowali tej zmiany działu na lepszy to brałabym od razu jeśli by mnie tylko chcieli. A tak, nie wiem co robić. Spotkałam się z panem, który ze mną porozmawiał.Wyjaśnił wszystko, okazało się, że sam ze studiów kojarzy mojego promotora.  Ciepła posadka  publiczna z ciut większą kasą, ale jak zostałam doinformowana zdarza się praca po godzinach, zależna od  zastępcy dyrektora, dla którego byłaby praca. Boję się, że nie pogodzę tego z opieką nad Kubusiem, no i obawiam się zaszufladkowania na pozycji sekretarki do robienia kawy.
No i tak, jak nie było ofert to źle, jak teraz to jest za dużo. Muszę się z tym przespać.
Jutro obrona, wyuczona nie jestem. Mam nadzieję, że jakoś mi pójdzie. Powoli zaczynam się stresować.
Kubuś ma już 18 ząbków, 19. próbuje się przebić, przynajmniej wczoraj próbował jeszcze. Mój biegacz wyrżnął jak długi na chodniku i ma zdarte, lekko posiniaczone kolana, rajzer mały:) Co do gryzienia, to wczoraj w żłobku zaczął gryźć jakiegoś chłopca, a jeszcze inny pogryzł Kubusia. Mój maluch winny, ale nie tylko on, więc wydaje mi się, że oni się po prostu naśladują w tym żłobku.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Przyszła kryska na matyska

Dzisiaj dowiedziałam się terminu obrony mojej MGR. Chwila prawdy to 29 czerwca. Jeszcze do mnie nie dotarło, że to już tak szybko.  Pięć lat minęło jak z bicza strzelił, a jak dziś pamiętam jak wyjeżdżałam z domu objuczona plecakami i torbami. Teraz czeka mnie ostre dziubanko w celu obronienia:) Jutro na dodatek mam egzamin z ostatniego szkolenia w pracy  i jeszcze nic nie umiem.
W końcu wzięłam się za zakończenie przygody z butelką w Kubusiowym życiu. Dziś rano jadł trochę kaszy z miseczki, trochę z butelki. Wieczorem w ogóle nie chciał jeść z miseczki, butelki nie dostał, ale poczekałam aż przejdzie mu złość i zjadł trzy czwarte zawartości. Liczę na to że konsekwencją osiągniemy sukces. Muszę zaraz wyrzucić smoczki, żeby mnie nie korciło. Dalej jednak kulejemy z odstawieniem kaszy wieczornej. Kubuś, nawet po zjedzeniu obfitego podwieczorku owocowego czy kolacji kaszę i tak chce jeść. Nałogowiec normalnie.

niedziela, 19 czerwca 2011

"Blondynka" w czerwonej Skodzie

Żeby wynagrodzić moje żale to Kubusiek był dziś grzeczny w kościele, no może poza jedną nie do końca kontrolowaną przeze mnie ucieczką. Poza tym spał dwie godziny i  ślicznie zjadł obiad. Deser wprawdzie też ale wysmarował przy okazji pół pokoju. Starałam się spędzić dziś z nim sporo czasu ze względu na to że w tygodniu tak mi go brakuje, no i żeby mąż miał względny spokój do nauki. W związku z tym dalej trenowaliśmy ulubione zabawy Kubusia czyli kaskaderskie sztuczki:) Było kręcenie piruetów, skoki z łóżka, bujanie na nodze z podrzutami, a i jeszcze Kubusiowe bieganie w kółko wokół jakiegoś obiektu - dziś to był nocnik a później stołeczek. Musiałam cały czas patrzeć na niego i podziwiać, bo chwila odwrócenia wzroku i od razu przywoływał mnie do porządku.
Zrobiłam dzisiaj z siebie kompletną idiotkę - taką typową blondynę, co można pooglądać na you tube na przykład. Po kościele pojechałam z Kubusiem do biedronki po pieczywo i pieluchy. Na moje nieszczęście, maluch zasnął mi na rękach w sklepie. Z zakupami doniosłam go do samochodu, jakimś cudem dalej śpiącego zapięłam w foteliku i ruszyłam. Po pierwszym zakręcie zobaczyłam dziwny wzrok idącej chodnikiem kobiety. I wtedy mnie olśniło! Moja torebka została na dachu:) Spaliłam takiego buraka, że masakra.  Po prostu zajęłam się układaniem śpiącego Kubusia i zapomniałam, że zostawiłam ją dla większej wygody na dachu. Jakiś pan jechał za mną i uświadomił mnie jak się zatrzymałam, że goni mnie od samej biedronki, żeby mi pokazać o bagażu z dachu. Mój wstyd i zakłopotanie sięgnęły zenitu.... :) Ładnie podziękowałam za chęć pomocy i szybko uciekłam z miejsca zdarzenia........

piątek, 17 czerwca 2011

Łobuziak

W ciągu dwóch dni usłyszałam troszkę o moim Synku od czterech żłobkowych Cioć. O zgrozo! Mój aniołek z diabelskimi różkami zaczął je pokazywać wobec innych....
1. Ciocia Wielki Cyc -  Ponoć Kubuś sobie poradzi w życiu - potrafi sprawnie zabrać komuś trzymaną w ręku zabawkę, a swoją przy każdej próbie mocno trzyma.
2. Ciocia Brunetka, która jakiś tydzień temu chciała wziąć sobie Kubusia na weekend, już się chyba rozmyśliła:) Mój cwaniaczek urządził jej wczoraj jogging podczas pobytu na dworku  - wołał ją, zdejmował sobie czapkę i uciekał, i tak non stop....
3. Ciocia Blondynka - jak nalewa picie do kubeczków, to wie, że za  chwilę pierwszy przybiegnie Kubuś:)
4. Ciocia Ewelina - Kubuś został gryzoniem, atakował dziś dwóch chłopców....
Co do wyrywania zabawek, ciężko mi to egzekwować na co dzień, bo w domu ma wszystkie dla siebie.
Panie zasugerowały wiązaną czapkę, ale jakoś nie podoba mi się na lato wiązana czapka, no i trochę mi szkoda kasy na kolejną letnią czapeczkę.  Pić Kubuś lubi, to fakt, a jak tam biega w tą i z powrotem to nie dziwne że spragniony. Gryzienie ja zauważyłam już wcześniej, ale nie w tej postaci. Kubuś zaczynał łapać mnie ząbkami jak nie chciałam puścić jego ręki.  Nie bardzo mam pomysł na to żeby poprawić zachowanie mojego Rozbójnika, obawiam się tylko, że to nie będzie proste, bo on chyba po prostu jest takim małym niesfornym łobuziakiem.

środa, 15 czerwca 2011

ZNAK

Pojawiły się u mnie oznaki zmęczenia, niedospania, wczesnego wstawania, ciągłego braku czasu, no i picia tego ohydztwa, które niektórzy nazywają napojem życia, inni kawą, a ja syfem, który muszę pić ostatnio. Ciągle chce mi się spać, znowu zaczęły mnie łapać skurcze w stopach, których nie miałam już dosyć dawno. Często mam chwile zwątpienia, nawet pomimo wielu plusów. Dzisiaj, mimo że wczoraj wcześnie się położyłam, wstałam kompletnie niewyspana. Odprowadziłam Kubusia i w średnim humorze pojechałam do pracy.
I wtedy dostałam ZNAK , że tam na górze Ktoś jednak nade mną czuwa, opiekuje się i zajmuje mną samą, kiedy ja o tym zapominam. Po dotarciu do pracy standardowo sięgnęłam po telefon, żeby sprawdzić wiadomości - maniacy tak mają, i wyciszyć dźwięk. Przeszukałam otchłań torebki - nie ma. Kieszenie w kurtce - nie ma. Poprosiłam koleżankę żeby do mnie zadzwoniła - " abonent ma wyłączony telefon lub jest poza zasięgiem sieci". Wyobraziłam sobie jak ktoś właśnie przecina moją kartę sim. Siadłam z wrażenia, nieźle mi się dzień zaczynał. Zastanawiałam się czy najpierw szukać numeru do operatora żeby chociaż numer uratować czy posiłkować się mężem, który właśnie wracał z nocki. W tym momencie na telefon koleżanki zadzwonił mój telefon!!!  Okazało się , że wypadł mi w autobusie i znalazł go kierowca, który jako wspaniały człowiek postanowił go oddać. Dał mi godzinę żeby go znaleźć na trasie, bo kończył zmianę o 8:00. Zadzwoniłam do męża, opisałam sytuację i podniecona wróciłam do pracy. Uściskałabym tego Pana chętnie ale nigdy nie będę wiedziała, który z wożących mnie kierowców autobusowych jest takim dobrym człowiekiem. Jak wróciłam, telefonik już na mnie czekał na połeczce. Uff :) Są uczciwi ludzie na tym świecie, już nie będę w to wątpić.

wtorek, 14 czerwca 2011

Pa pa!

W tym tygodniu mężuś niestety znowu pracuje na nocną zmianę. W tym sęk, że znowu musiałam kombinować jak zorganizować każdy dzień naszej trójki. Stanęło na tym, że poprosiłam panią ze żłobka o możliwość przyprowadzenia Malucha 40 minut przed otwarciem żłobka przez cztery dni od dzisiaj. Zgodziła się bez problemu, więc pozostało jej tylko zapłacić. Pieniędzy  nie chciała (wyszłoby niecałe 30zł). Kupimy  w takim razie dobre czekoladki i zmówimy zdrowaśkę, że trafiliśmy na taki fajny żłobek. Ale do rzeczy. Jak już wychodziłam rano z tego żłobka, to Kubuś po raz pierwszy zrobił mi PAPA na do widzenia! Kompletnie się nie spodziewałam. Licze na to, że to sygnał, że mój mały chłopiec dobrze się czuje  w tym miejscu. Tak  się podnieciłam tym pożegnaniem, że nie trafiłam w drzwi wyjściowe... :)
W pracy zmieniłam stanowisko pracy w związku z tym, że razem z kierowniczką zmieniliśmy dział. Mam wygodne słuchawki i płaski monitor a nie wielkie pudło które zajmowało pół biurka. Dalej siedzę na wylocie i każdy kto wchodzi na teren naszego działu widzi mój ekran. Tylko  w sumie - co ja mam na nim robić? Internetu nie ma, windowsowskie gry zablokowane, żadnych ciekawych zdjęć ani dokumentów nie ma, pozostaje tylko pracować.
Lubię momenty w swoim życiu kiedy nawet w drobnej sprawie potrafię zawalczyć o swoje. Szczególnie że takie przypadki zdarzają się raczej rzadko. Pracuję w programie, który "nie przyjmuje" znaków innych niż polskie. Moje nazwisko ma trochę wspólnego  z Niemcami i inaczej się je pisze.  Niby ten mały błąd mi nie przeszkadzał, ale jednak wolałabym żeby mnie kojarzono po prawdziwym nazwisku   a nie podobnym. Dopiero dzisiejsza prośba została uwieńczona sukcesem, to miłe:)

środa, 8 czerwca 2011

Dzień jak co dzień

Uff, oddałam w końcu stworzoną w pocie czoła moją pracę mgr.  Pojechałam wczoraj na uczelnię w celu zobaczenia się z Profesorem. Długo go nie było, zadzwoniłam i pytam:  - Będzie Pan dziś na wydziale?    - Ależ skąd, przecież  w Katarze jestem! No i oddałam moje wypociny do sekretariatu.
Odpukać, Kubuś przespał drugą noc bez pobudek. Wprawdzie wstaje teraz o 5 (!!!!)  ale oby te przespane noce zawitały na dobre w naszym życiu. Ostatnio rozśmieszają mnie bardzo drobne rytuały dnia codziennego, których my go nauczyliśmy, a o których on nam teraz przypomina. Jak tylko wstanie i zostanie wypuszczony z łóżeczka pędzi do swojej szafki po skarpetki. Wybiera najbrzydsze, zawsze te same. To nic, że potem co chwilę je ściąga. Teraz ja go rano odprowadzam do żłobka i żyć mi nie daje z rana, bo od 6.30 przynosi mi co chwilę swoje sandałki, ewentualnie moje buty i stoi pod drzwiami gotowy do wyjścia choćby w piżamie. Po wyjściu pędzi otwierać bramę, chociaż sam nie da rady i raźno mszeruje do Cioć i dzieci. Dzisiaj nawet ładnie został, ale mina mu trochę zrzedła, bo Justynka zanosiła się z takim wrzaskiem, że na ulicy ją było słychać. Załamuje mnie fakt, że Kubuś znowu przeziębiony. Dostaje leki, ale jakoś mam wrażenie, że nie pomagają. Chcę zacząć mu coś dawać na odporność ale kompletnie nie mam pojęcia co. Siostra mi kiedyś poleciła Echinaceę, ale trochę się obawiam bo to dla starszych dzieci, chociaż ona swojej dwulatce to podawała.
A w ogóle to fajna pogoda, niech się utrzyma do weekendu, żebym dostała choć szansę na wystawienie mojego ciałka na Słoneczko:)

sobota, 4 czerwca 2011

Nareszcie czy już weekend?

Połączenie pracy i szkoły plus małe dziecko wcale nie jest takie proste. Jak już się w miarę wykurowaliśmy to się okazało, że mąż musi iść wyjątkowo przez cały tydzień na noc do pracy, a ja w tym czasie nie zdążę dotrzeć ze swojej. Znowu proszę rodzinę o pomoc. A co najgorsze, mój teść przyjechał dwa razy ( na dwa lata łącznie może cztery, teściowa raz) i stwierdził, że jeśli chcemy pomocy to możemy zawieźć im malucha na cały tydzień i przyjeżdżać do niego w weekendy. Ja się na o w życiu nie zgodzę, bo nie wyobrażam sobie, że miałabym widywać moje Szczęście raz na tydzień, zapłakałabym się za nim. Wiem, że i on tęskniłby za mną i tatą, nie mówiąc już o tym, że moja wizja wychowywania dziecka różni się znacznie od ich. Co innego raz na jakiś czas na jedną noc, ale prawie na stałe? Czułabym się jakbym się własnego dziecka wyrzekła na konto pieniędzy. Chciałabym, żeby się już wszystko ustabilizowało. Brakuje mi ostatnio czasu, w pracy na razie nie możemy za bardzo się wychylać, że nam coś nie pasuje i tak potem wychodzi. Na poniedziałek i wtorek pomoc już pewna. Potem jeszcze zobaczę, ale może uda mi się przesunąć trochę godziny pracy w drodze wyjątku.
Ja weekend spędzam w bibliotece więc nawet mnie ten wolny czas za bardzo nie cieszy. Mąż zrobił obiad wg instrukcji, ale do niewielkiej ilości zupy dodał całą śmietanę, nawet jemu smakuje, ale ja akurat śmietanę toleruję o tylr o ile, więc śmietanowy odór z brokułowej zupy odebrał mi apetyt.
W związku z tym, że Kubuś jak już woła SIUSIU! to w chwili gdy pierwsze krople już się szykują do opuszczenia ciepłego ciałka, to dziś w ciągu 3,5 godziny zużył 6 par majtek:) Jakiś postęp zauważyłam, bo zaczął reagować, ale droga jeszcze daleka. Gdybym siedziała z nim w domu, więcej czasu bym poświęcała na naukę nocnikowania, a tak to wymówki znajduję i uczymy się głównie w weekend.
Panie w żłobku bardzo go chwalą, po chorobie tylko nie ma już takiegodużego apetytu, jak mówią. Ja dalej jestem w szoku, że jakiś apetyt w ogóle ma.  Piesek - przytulanka stał się nieodłącznym żłobkowym przyjacielem. Nie nosi go w ciągu dnia raczej, ale do spania koniecznie.  No i nosimy go codziennie w tą i z powrotem:)
Chciałam zauważyć, że brak jakiejkolwiek opalenizny na moim megabladym ciele sprawił, że Kubusia ręce do łokci są bardziej opalone od moich, porażka na całej linii .......... :)

piątek, 27 maja 2011

I znowu koniec tygodnia?

Po prostu nie mam czasu! Ten tydzień zleciał mi błyskawicznie. Z mężem się mijamy bo chodzimy na różne zmiany żeby miał się kto zająć Kubusiem. Nawet nie mam czasu z nim porozmawiać:( Mało śpię, wiecznie jestem niewyspana a od niedoboru magnezu znowu zaczęły łapać mnie skurcze w stopach. No ale nic, jakoś to przetrwamy, mam nadzieję.
Kubuś od niedzieli na antybiotyku. Tradycyjnie, zjazd rodzinny zakończył się ostrym dyżurem, tym razem o 3 w nocy.maluch nie radził sobie kompletnie z bolącymi i ropiejącymi od przeziębienia oczami. No i okazało się, że ma lekkie zmiany w oskrzelach. Dostał Augmentin i kilka dodatków.  Nie mamy wolnego jak na razie w naszych zakładach pracy, więc zatrudniłam "opiekunki"  do pomocy:) Poniedziałek - właścicielka mieszkania, pani Ewa,  wtorek - mój Tata, środa - Tata męża. Jakby mało było galimatiasu to jeszcze jutro obydwoje idziemy do pracy i właśnie za chwilę przyjedzie znowu Tata męża. Wszystkim bardzo dziękuję za pomoc! Nie wiem co bym bez Was zrobiła!.
Dzień Mamy upłynął pod hasłem: "Tatatatatata!" Kubuś wstał o 4 rano i przez piętnaście minut żegnał tatę płacząc donośnie pod drzwiami, a potem tylko leżakował i nie zasnął całkiem. No ale dostałam laurkę, czekoladki i kwiatek z bibuły ze żłobka więc wybaczam:)
Dziś niestety obudził się sam przed 4. Zanim zasnęliśmy było przed 5, no i zaspałam. Nie pamiętam kompletnie żebym wyłączała budzik:)  A że nie zamierzałam się spóźniać znowu do pracy (tak, tak, w poniedziałek mi się zdarzyło)  to w ciągu 25 minut naszykowałam siebie, Kubusia, zaniosłam go do żłobka żeby było szybciej i zdążyłam na odpowiedni pociąg. Dom za to zostawiłam w takim stanie jakby właśnie tornado przeszło:)
Chciałabym znaleźć czas żeby zabrać Kubusia w końcu na jakiś duży plac zabaw, żeby pobawił się z innymi dziećmi, ale coś czuję że to dopiero w lipcu.

Maniusia! Poproszę o Twojego maila! Bo nie mam dostępu do bloga a chciałabym go dalej czytać! Po prostu zapomniałam że to do dziś te maile miały ddotrzeć do Ciebie.

środa, 18 maja 2011

Pociągamy

Epidemia jakaś czy co? Kubuś chory od piątku, mąż od soboty, ja od wczoraj. Jakiś łoś musiał im przecież po leki chodzić zanim sam padł:) Rodzina chora, znajomi chorzy, w żłobku co drugie dziecko ma gila. Ja mam dzisiaj generalnie dzień "schodzenia". Teraz ciut lepiej bo się naszprycowałam lekami po powrocie z pracy, ale jak wracałam i znalazłam wolne miejsce w autobusie, to zamknęłam oczy żeby nie widzieć starszych pań wchodzących do środka. W weekend zjazd rodzinny, więc musimy się wykurować szybko. Maluch w nocy budzi się i płacze po 50 minut. Nie wiemy co mu jest, wydaje mi się że to kwestia bolącego gardła i zapchanego nosa. Robimy wszystkie zabiegi - pić, opróżnianie nosa, aplikacja leku, uspokajanie, gadanie itp. ale zanim się uspokoi to trochę mija. No i dziś np.  zaspałam na wcześniejszy pociąg do pracy.
Dziś zrobiłam drugie podejście żeby oduczyć go porcji wieczornej kaszy. Ostatnio się nie udało i wydawało mi się, że nie najadł się kolacją. Płakał przy łóżeczku  z pół godziny nawołując po swojemu, żeby mu w końcu dać tą kaszę.  Dziś zatem przegłodziłam go po deserze, naszykowałam jajecznicę z pomidorem i koperkiem. Wtrząchnął prawie całą. I co? To samo, nie daje się przekonać, że już zjadł kolację, że kaszy nie ma. Wydawało mi się, że dla mojego niejadka to nie będzie problem, a tu proszę. Wielka miłość. Nie mam na niego pomysłu. Jak tak dalej pójdzie, to zacznę kombinować tak jak z pozbyciem się smoczka.

niedziela, 15 maja 2011

Na zwrotnicy:(

I u nas dziś nieciekawie. Rano, po zjedzeniu kaszy, Kubuś zwrócił ją po minucie. Miałam wrażenie, jakby po nacisku na brzuszek, szybkim ruchu, sama nie wiem. Poza ulewaniem w okresie niemowlęctwa nigdy nie wymiotował. Jako że zwrócona kasza była jedzona o 6, o 8.30 dostał kanapkę z gotowanym jajkiem, które bardzo lubi. Zjadł, humorek mu dopisywał, ale po 10 zsunął się z krzesełka do karmienia. No i jak skończył płakać, zwrócił wszystko, co tylko zjadł. No i mam teraz mętlik w głowie, bo nie wiem, czy te wymioty to jakiś wirus, czy ten drugi raz to tylko po upadku. Musiały go nieźle zszokować i zmęczyć te jego wymioty, bo na moich rękach bardzo się wyciszył, pozwolił przebrać bez oporów, a potem poszedł spać. Zobaczymy, co będzie jak wstanie, ale jeśli znowu akcja się powtórzy, to nawiedzimy jakiś dyżur, bo ani nie wiem co podać takiemu maluchowi poza herbatką z mięty ani leków nie mam na nową dla nas okoliczność. Martwię się tylko, co jutro  z nim zrobimy, ale najwyżej będziemy prosić którychś dziadków o pomoc.

piątek, 13 maja 2011

Tydzień w żłobku

Kubuś już od tygodnia chodzi do żłobka. Zbyt krótko żeby wyciągać jakieś wnioski, ale różne zachowania Kubusia motywują mnie do spostrzeżeń.
Panie żłobkowe chwalą, że grzeczny, że je, że przylepa i mały podrywacz, że zaczął zasypiać na leżaczku, ale wejścia i niektóre powroty to już inna kwestia. Do tej pory było tak, że Kubuś zaczynał kwilić w chwili oddawania na ręce Cioci. Dzisiaj poszłam z nim na piechotę. Nieskromnie powiem, że wyglądalismy ciekawie, taki mały człowieczek z mamą za rękę i pluszowym psem pod pachą:) No ale jak Kubuś zobaczył furtkę od żłobka, to już fajnie nie było. Płacz był pokazowy, bo z próbą "pokłonów do allacha". Po wejściu się uspokoił, ale powtórzył płaczki przy przekazywaniu. Z kolei chyba we wtorek, jak go odbierał tata, to maluch urządził scenę, że chce zostać. I weź tu  człowieku zrozum własne dziecko...
Odkąd Kubuś chodzi do żłobka, nasze popołudnia nie zawsze są miłe. Maluch zaczyna awanturę przy każdej możliwej okazji. Jęczy potem, marudzi długo, sam nie wie czego chce. Nie wiem czy to rozładowywanie emocji po dniu poza domem bez rodziców czy po prostu okres buntu, ale czasami ciężko znieść te jego grymasy.
Ale za to jeszcze bardziej lubi tańczenie Graniastego kółka, którego go kiedyś nauczyłam. Widocznie panie w żłobku też to  praktykują.
Smuci mnie trochę, że tak mało mówi. Mam nadzieję, że żłobek pomoże mu się rozkręcić.
Na nasz żłobek na razie nie narzekam. Zachwyca mnie to że jest tak blisko domu, bo możemy chodzić na piechotę bez wózka ( to jedyny moment kiedy Kubuś chce iść za rękę). No i pewnie jest najbardziej normalnym żłobkiem, jak i inne, ale skoro panie są tu takie miłe to lepiej dla nas. Muszę tylko zorientować się ile zużywają pieluch na mojego szkraba, bo jakoś mam wrażenie, że dużo. Głupio o to pytać, bo powiedzą, że nie decydują kiedy maluch sika, ale wydaje mi się, że często trochę na wyrost go przebierają, a ja zo to płacę.
W pracy zdałam już egzamin z pierwszego szkolenia.  Od poniedziałku zaczynam pracę zmianową. Przez parę dni mam czas na rozkręcenie a potem już orka na całego.

wtorek, 10 maja 2011

Laryngolog zaliczony, a mamusine serce pełne miłości

Wczoraj Kubuś nawiedził  z Tatą poradnię laryngologiczną, do której zapisaliśmy się dwa miesiące temu w sprawie jego za krótkiego wędzidełka językowego. No ale jak się człowiek za bardzo nakręca, to zawsze jest odwrotnie. Mieliśmy z mężem wizję, że lekarz na miejscu podetnie mu języczek a tu nici. Okazało się, że są dwa przypadki, kiedy podcinają:
1. kiedy dziecko nie radzi sobie z przełykaniem, ssaniem.
2. Kiedy zleci logopeda.
Co więcej, zabieg jest  w znieczuleniu ogólnym, co już nie wydaje mi się nieinwazyjne dla malutkiego człowieka.
Na tą chwilę pani laryngolog kazała czekać do ok. 4-5-ego roku życia, udać się do logopedy i on zdecyduje co z fantem zrobić. Na pewno się udamy, bo ciekawi mnie co powie.
Dzisiaj pierwszy raz odbierałam Kubusia ze żłobka ( to jego trzeci żłobkowy dzień). Serce mi pękało z dumy i radości, jak mój Smyk po tym jak mnie zobaczył i  rozpoznał powiedział Mama i za moją zachętą przyszedł dać mi buziaka i się przytulić:) To nic, że to było podczas zabawy na dworze i był cały umorusany. Moja radość - bezcenna. Panie go chwalą, że nie płacze, no i ma już swoją ulubioną Ciocię, a Ona jego:) Moje kochane słoneczko:*
Zasnął dziś w ten  sposób, że Ciocia siadła, a on przyszedł, przytulił się i zasnął. Kazałam dążyć do zasypiania na leżaczku.
Oglądałam dziś lżejsze buciki dla niego, ale po tym jak zobaczyłam stan ubranek i butów po zabawie na żłobkowym podwórku, to zaczęłam się zastanawiać czy jest sens, bo szybko się zniszczą.

piątek, 6 maja 2011

Pierwszy dzień w żłobku

Na miejscu pojawiliśmy się ok. 7.20. Kubuś czuł się nieswojo, ale zdążył zauważyć dwa wózki dla lalek, którymi bawił się w środę i jeden z nich zabrał Maciusiowi. Pojękiwał więc weszłam z nim do pokoju zabaw, pokazałam zabawki i po paru minutach zaczęliśmy się zbierać. Pokazałam tylko pani opiekunce co przyniosłam dla Kubusia, pożegnałam malucha ( on mnie niestety nie) i pani nas "wygoniła". Wiedziałam, że będę przeżywać, ale że aż tak? Po wyjściu stanęliśmy na chwilę pod bramą, jakbyśmy nie wiedzieli co ze sobą zrobić. Niewiele brakowało żeby mi łzy zaczęły lecieć, bo byłam pewna że Kubuś już się zorientował że mamy nie ma. No ale pojechałam do pracy. Nie mogłam skupić myśli i strasznie się denerwowałam, więc o 9 zadzwoniłam z prośbą o informacje o Synku (jestem przewrażliwiona?). Okazało się, że Smyk ładnie się bawi, nie płacze, kokietuje opiekunki i nie jest mu źle. Od razu się uspokoiłam zadowolona, że zdecydowałam się zadzwonić. Od razu lepiej mi się pracowało. Po 12 Pani zadzwoniła do męża, że Kubuś już śpi, aczkolwiek nie zasnął na leżaczku, tylko u pani na rękach. (Trochę mnie to osłabiło, ale potem tłumaczyła, że to pierwszy dzień i że będą dążyć do naszej normalności). A o 15 powiadomiła że lepiej Kubusia już zabrać, żeby się mój chłopiec nie zraził. Mąż odebrał go, na co maluszek zareagował uśmiechem, ale ponoć z panią żegnał się lepiej niż ze mną jak wychodzę z domu. I w poniedziałek zostaje na cały dzień. Jestem mega szczęśliwa, że tak sobie poradził i że taki z niego Zuch. Ciekawe kiedy będzie kryzys, bo słyszałam od dwóch osób pracujących z małymi dziećmi,  że jedne dzieciaki mają kryzys od razu, a inne po dwóch tygodniach. W poniedziałek Kubuś miał już zostać na cały dzień, ale przypomniałam sobie, że w poniedziałek dawno zapisana wizyta u laryngologa! I znowu ja nie pojadę z nim, bo będę w pracy:(
W pracy miło, mam same szkolenia na razie, więc wszystko obce i skomplikowane. Niestety nie trafię do działu gdzie miałabym jedną zmianę. Szkoda, praca od 8 do 16 to wyśnienie moich marzeń.

środa, 4 maja 2011

No i się zacznie:)

Dzisiejszy dzień był pełen emocji.
Pierwszy dzień w pracy upłynął miło, oby tak było ciągle, ale czas pokaże. Jutro podpiszę umowę, jeśli szczęście dopisze to będę pracować od 8 do 16, ale raczej na razie nie. Wczoraj naszykowałam sobie wszystkie rzeczy. Nawet wędlinę na kanapki pokroiłam, folię aluminiową urwałam, chleb naszykowałam, tylko żeby nie obudzić chłopaków.  Obudziłam się bez budzika. No ale niestety. Kubuś obudził się chwilę po odkręceniu wody w prysznicu. No i skończył się wolny dzień  Tatusia:)
Próbowałam na uczelni wydostać czekający na mnie certyfikat potwierdzający że trochę dukam po angielsku, ale niestety, odbiory tylko we wtorki.
Po powrocie do domu (najbardziej męczą mnie powroty w autobusach na stojąco), zdecydowaliśmy, że rozejrzymy się za żłobkami, żeby mieć już ten wybrany. Z trzech najbliżej nas (uważam, że przy dojazdach komunikacją odległość gra dużą rolę) wybraliśmy dwa, bo w tym trzecim wpisowe wynosiło 500zł i dla nas to za dużo. W pierwszym nie spodobał mi się budynek, stary, podwórko nie zagospodarowane w ogóle. No ale nie to najważniejsze. Sale nawet ładne, dowiedzieliśmy się różnych rzeczy, np że promocja ze strony internetowej już dawno nieaktualna, co wg mnie nie jest  lojalne. Bo po co w takim razie ta strona, skoro  na wejście mnie okłamują? Maluchy śpią tam w sali z drugiej strony korytarza i zastanawialiśmy się czy są jakieś nianie elektroniczne, które pomagają je usłyszeć. Okazało się, że jak już się dzieci nieźle wydzierają, to je słychać. Poszliśmy dodrugiego żłobka. Zobaczyłam jedną z mam wychodzącą z maluchem i popędziłam do niej jak wariatka wypytać o jej odczucia. Ona opowiadała mi z 10 minut opowiadając, że w środku może nie przewspaniale, ale jej córcia nie chce wracać do domu a panie przemiłe. Zadowolona dołączyłam do moich chłopaków. Powitały nas maluchy bawiące się  z paniami na podwórku. I dostałam to czego oczekiwałam. Spodobała mi się normalność pań, a do tego ich poświęcenie i zwrócenie uwagi na każdego malucha z osobna. Złobek jest bardzo blisko nas więc tym lepiej. Obejrzałam wszystkie kąty, opowiedziałam o synku nie-aniołku, który został na dole w sali zabaw. No i się zapisaliśmy, bo się okazało, że maj jest za połowę ceny, a miejsca się kończą. W piątek dzień adaptacyjny. Matko, jak ja sobie poradzę? Obiecuję, że będę słuchać pani. Nie chcę  być mamą, która jeszcze bardziej  utrudnia dziecku rozstanie z rodzicem. A na razie tworzę listę co muszę kupić maluchowi na wyprawkę.No i spisuję listę osób, na których widok moje dziecko nie ucieknie w ramiona żłobkowej cioci:)