Dzisiejszy dzień był pełen emocji.
Pierwszy dzień w pracy upłynął miło, oby tak było ciągle, ale czas pokaże. Jutro podpiszę umowę, jeśli szczęście dopisze to będę pracować od 8 do 16, ale raczej na razie nie. Wczoraj naszykowałam sobie wszystkie rzeczy. Nawet wędlinę na kanapki pokroiłam, folię aluminiową urwałam, chleb naszykowałam, tylko żeby nie obudzić chłopaków. Obudziłam się bez budzika. No ale niestety. Kubuś obudził się chwilę po odkręceniu wody w prysznicu. No i skończył się wolny dzień Tatusia:)
Próbowałam na uczelni wydostać czekający na mnie certyfikat potwierdzający że trochę dukam po angielsku, ale niestety, odbiory tylko we wtorki.
Po powrocie do domu (najbardziej męczą mnie powroty w autobusach na stojąco), zdecydowaliśmy, że rozejrzymy się za żłobkami, żeby mieć już ten wybrany. Z trzech najbliżej nas (uważam, że przy dojazdach komunikacją odległość gra dużą rolę) wybraliśmy dwa, bo w tym trzecim wpisowe wynosiło 500zł i dla nas to za dużo. W pierwszym nie spodobał mi się budynek, stary, podwórko nie zagospodarowane w ogóle. No ale nie to najważniejsze. Sale nawet ładne, dowiedzieliśmy się różnych rzeczy, np że promocja ze strony internetowej już dawno nieaktualna, co wg mnie nie jest lojalne. Bo po co w takim razie ta strona, skoro na wejście mnie okłamują? Maluchy śpią tam w sali z drugiej strony korytarza i zastanawialiśmy się czy są jakieś nianie elektroniczne, które pomagają je usłyszeć. Okazało się, że jak już się dzieci nieźle wydzierają, to je słychać. Poszliśmy dodrugiego żłobka. Zobaczyłam jedną z mam wychodzącą z maluchem i popędziłam do niej jak wariatka wypytać o jej odczucia. Ona opowiadała mi z 10 minut opowiadając, że w środku może nie przewspaniale, ale jej córcia nie chce wracać do domu a panie przemiłe. Zadowolona dołączyłam do moich chłopaków. Powitały nas maluchy bawiące się z paniami na podwórku. I dostałam to czego oczekiwałam. Spodobała mi się normalność pań, a do tego ich poświęcenie i zwrócenie uwagi na każdego malucha z osobna. Złobek jest bardzo blisko nas więc tym lepiej. Obejrzałam wszystkie kąty, opowiedziałam o synku nie-aniołku, który został na dole w sali zabaw. No i się zapisaliśmy, bo się okazało, że maj jest za połowę ceny, a miejsca się kończą. W piątek dzień adaptacyjny. Matko, jak ja sobie poradzę? Obiecuję, że będę słuchać pani. Nie chcę być mamą, która jeszcze bardziej utrudnia dziecku rozstanie z rodzicem. A na razie tworzę listę co muszę kupić maluchowi na wyprawkę.No i spisuję listę osób, na których widok moje dziecko nie ucieknie w ramiona żłobkowej cioci:)
środa, 4 maja 2011
czwartek, 28 kwietnia 2011
O żłobku słów kilka
W związku z tym, że już całkiem niedługo Kubuś wyfrunie nam z rodzinnego gniazdka do żłobka, zaczęłam się zastanawiać, jakie wymagania rodzica powinien taki żłobek spełniać. Wolałabym oddać malucha do publicznego bo tańszy, ale raczej nie mamy szans teraz. Stworzyłam listę pytań, które zamierzam zadać komuś z kierownictwa w każdym żłobku, do którego wstąpię przed zapisaniem Malucha. Może to głupie, ale jak już mam tyle płacić, to wolę chociaż wiedzieć za co takie sumy.
1. Co jest w cenie czesnego?
2. Co do czesnego, kwestia ubezpieczenia dziecka.
3. Dzień adaptacyjny, czy jest, ile ( widziałam stronę przedszkola, gdzie za dużą sumę były aż dwa tygodnie!).
4.Zajęcia dodatkowe, czy są, jakie, czy płatne.
5. Kadra w żłobku, czy choć trochę wykwalifikowana (zastanawiam się, czy skoro tyle jest teraz klubików, opiek dziennych, to czy wszyscy, którzy tam pracują, mogą pracować z dziećmi).
6. Czy można przyprowadzać dzieci wcześniej bądź odbierać później? ( z tego co się do tej pory zorientowałam, każda rozpoczęta godzina ponad normę jest płatna)
7. Posiłki, co dzieci jedzą, skąd, czy przewidują jedzenie dla alergików.
8. Kwestia nocnikowania, czy uczą dzieci, czy raczej sobie olewają temat zakładając pampersa?
9. Czy przynajmniej na początku można zadzwonić z pytaniem jak dziecko sobie radzi z adaptacją w nowym miejscu?
10. Kwestia bezpieczeństwa dzieci, czy jest lista osób mogących odebrać dziecko, czy kontrolują to?
Dokładam jeszcze link do strony
http://www.macierzynstwo.inspirander.pl/niemowle/jak-wybrac-dobry-zlobek?inspager=1
Najgorsze jest to, że pewnie żeby żłobek spełniał wszystkie wymagania moje i z tego artykułu, to musiałabym pewnie płacić jakieś 1500zł...
Więcej nie pamiętam. Pomożecie mi? O co jeszcze warto zapytać?
PS. Mój Mały Mężczyzna znowu raz w ciągu całego dnia podszedł do nocnika, podniósł go w górę i pięknie nasiusiał :D:D:D
1. Co jest w cenie czesnego?
2. Co do czesnego, kwestia ubezpieczenia dziecka.
3. Dzień adaptacyjny, czy jest, ile ( widziałam stronę przedszkola, gdzie za dużą sumę były aż dwa tygodnie!).
4.Zajęcia dodatkowe, czy są, jakie, czy płatne.
5. Kadra w żłobku, czy choć trochę wykwalifikowana (zastanawiam się, czy skoro tyle jest teraz klubików, opiek dziennych, to czy wszyscy, którzy tam pracują, mogą pracować z dziećmi).
6. Czy można przyprowadzać dzieci wcześniej bądź odbierać później? ( z tego co się do tej pory zorientowałam, każda rozpoczęta godzina ponad normę jest płatna)
7. Posiłki, co dzieci jedzą, skąd, czy przewidują jedzenie dla alergików.
8. Kwestia nocnikowania, czy uczą dzieci, czy raczej sobie olewają temat zakładając pampersa?
9. Czy przynajmniej na początku można zadzwonić z pytaniem jak dziecko sobie radzi z adaptacją w nowym miejscu?
10. Kwestia bezpieczeństwa dzieci, czy jest lista osób mogących odebrać dziecko, czy kontrolują to?
Dokładam jeszcze link do strony
http://www.macierzynstwo.inspirander.pl/niemowle/jak-wybrac-dobry-zlobek?inspager=1
Najgorsze jest to, że pewnie żeby żłobek spełniał wszystkie wymagania moje i z tego artykułu, to musiałabym pewnie płacić jakieś 1500zł...
Więcej nie pamiętam. Pomożecie mi? O co jeszcze warto zapytać?
PS. Mój Mały Mężczyzna znowu raz w ciągu całego dnia podszedł do nocnika, podniósł go w górę i pięknie nasiusiał :D:D:D
środa, 27 kwietnia 2011
Dzień dobrych wieści
Dostałam pracę! Pani dziś zadzwoniła z informacją oczekując mojego skakania z radości. Z jednej strony się cieszę, z drugiej stresuję jak to będzie. Mam nadzieję, że w miarę szybko wszystko ogarnę. Najgorzej przeraża mnie czy uda nam się połączyć naszą pracę ze żłobkiem dziecka, jak już mąż znajdzie tą pracę. Mam nadzieję. Jutro jadę po skierowanie na badania, a 4 maja na pierwsze szkolenie. Ciekawe czy dojrzę coś ciekawego z szóstego piętra:)
Dostaliśmy całe 68zł zasiłku rodzinnego. Tyle tego, że trza się poważnie zastanowić na co to przeznaczyć:) Ech, polskie realia...
Kubuś nas dzisiaj rozśmieszył całkiem, bo jak to na faceta przystało, siusiał do nocnika na stojąco. Podszedł, wziął do rąk i rozpoczął wypróżnianie. Co tam, że gdyby nie pomoc, większość wylądowałaby na dywanie, liczą się chęci. Niestety, trzy razy zaliczył siusianie na podłogę.
Dostaliśmy całe 68zł zasiłku rodzinnego. Tyle tego, że trza się poważnie zastanowić na co to przeznaczyć:) Ech, polskie realia...
Kubuś nas dzisiaj rozśmieszył całkiem, bo jak to na faceta przystało, siusiał do nocnika na stojąco. Podszedł, wziął do rąk i rozpoczął wypróżnianie. Co tam, że gdyby nie pomoc, większość wylądowałaby na dywanie, liczą się chęci. Niestety, trzy razy zaliczył siusianie na podłogę.
wtorek, 26 kwietnia 2011
I po świętach...
Spędzieliśmy je tradycyjnie u jednych i drugich rodziców. Mimo to, dopiero tym razem nasyciłam się czasem spędzonym z rodzeństwem (poz najstarszą siostrą, która nie przyjechała). Zawsze się ciągle mijaliśmy, bo każde w drodze do drugich rodziców, a tym razem jakoś udało się posiedzieć, pogadać, popatrzyć jak dzieciaki kombinują co można zmajstrować. Super było!
Kubusiek od dwóch dni budzi się co chwilę w nocy z krzykiem. Płacze 10-15 minut, po czym zasypia momentalnie. Ja już nie tak szybko... Wczoraj w nocy dołączył zapchany nos, dziś mamy już w domu Katarmena. Nie odstraszyło nas to od spędzenia większości dnia na dworze. Synuś zaczyna schodzić bez podtrzymywania z naszych trzech schodków, co mnie wcale nie napawa optymizmem, bo im większa jego sprawnośc, tym więcej kombinowania i mojego strachu o niego.
Byłam dzisiaj na pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej, odkąd intensywnie szukam pracy. Stanowisko to wprawdzie nie spełnienie moich marzeń i ambicji, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Zaproponowali śmiesznie małe pieniądze, szczególnie że to praca na dwie zmiany, ale i tak wykazałam zainteresowanie. Zobaczymy czy zadzwonią z pozytywną decyzją.
Kubusiek od dwóch dni budzi się co chwilę w nocy z krzykiem. Płacze 10-15 minut, po czym zasypia momentalnie. Ja już nie tak szybko... Wczoraj w nocy dołączył zapchany nos, dziś mamy już w domu Katarmena. Nie odstraszyło nas to od spędzenia większości dnia na dworze. Synuś zaczyna schodzić bez podtrzymywania z naszych trzech schodków, co mnie wcale nie napawa optymizmem, bo im większa jego sprawnośc, tym więcej kombinowania i mojego strachu o niego.
Byłam dzisiaj na pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej, odkąd intensywnie szukam pracy. Stanowisko to wprawdzie nie spełnienie moich marzeń i ambicji, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Zaproponowali śmiesznie małe pieniądze, szczególnie że to praca na dwie zmiany, ale i tak wykazałam zainteresowanie. Zobaczymy czy zadzwonią z pozytywną decyzją.
piątek, 15 kwietnia 2011
Przełom?
Dzisiaj Kubuś biegał bez pieluszki w godzinach 10.30-11.30, a po południu od 16 do 18.30 i tylko raz SIU-SIU wylądowało na podłodze :) Wyglądało to mniej więcej tak, że jak Kubuś zobaczył naszą radość, to siadał, siusiał, wstawał z miną zwycięzcy, pokazywał nam zawartość, wynosił do kibelka, któreś z nas wylewało, Kubuś wchodził na sedes, spuszczał wodę, a my w tym czasie mycie nocnika, wycieranie, powrót do pokoju i od nowa. Po chwili parę kropelek znowu było w nocniku, a Kubusiek nie chciał poczekać aż zrobi ciut więcej. I tak ciągle przez jakieś 20 minut, kilkanaście minut przerwy żeby się pęcherz napełnił i powtórka z rozrywki. Mam nadzieję, że to jakiś przełom w nauce siusiania, jutro planuję cały dzień puścić Kubusia bez pieluszki (z wyjątkiem snu), zobaczymy co z tego wyjdzie. Nie widzę tylko jakoś łapania porannej kupki. Spróbuję:)
A tymczasem mój Królewicz poszedł spać, już chyba piąty dzień bez swojej płaskiej poduszki. Oddaje mi ją jak się kładzie. Bez łaski:)
A tymczasem mój Królewicz poszedł spać, już chyba piąty dzień bez swojej płaskiej poduszki. Oddaje mi ją jak się kładzie. Bez łaski:)
środa, 13 kwietnia 2011
Nocnikowo
Około 15 zdjęłam Kubusiowi pieluszkę, założyłam majteczki i rajstopki z postanowieniem, że do wieczora postaramy się jak najwięcej razy trafić tym, czym trzeba w nocnik (przede wszystkim chodziło o to czy starczy mojej cierpliwości:) )Generalnie się udało.... Ale:
- konkretnie raz zrobił siusiu do nocnika - jak zrobił to dał znać, że coś tam jest,
- dwa razy złapałam w połowie :) ,
- raz chciał wylać zawartość tego co udało mi się złapać na środek kuchennego dywanu,
- jakieś 4 razy zlał się na podłogę,
- raz wycelował prosto w dywan,
- zmoczył dwie pary rajstop, dwie pary majtek - później zdjęłam mu ten zbędny balast i biegał w body, bluzce, skarpetkach i kapciach,
Nie sądzę, by czegoś się nauczył po tym popołudniu.
Jak tak dalej pójdzie, to w domu nie będę miała ani jednego miejsca, które nie byłoby wcześniej obsikane.
- konkretnie raz zrobił siusiu do nocnika - jak zrobił to dał znać, że coś tam jest,
- dwa razy złapałam w połowie :) ,
- raz chciał wylać zawartość tego co udało mi się złapać na środek kuchennego dywanu,
- jakieś 4 razy zlał się na podłogę,
- raz wycelował prosto w dywan,
- zmoczył dwie pary rajstop, dwie pary majtek - później zdjęłam mu ten zbędny balast i biegał w body, bluzce, skarpetkach i kapciach,
Nie sądzę, by czegoś się nauczył po tym popołudniu.
Jak tak dalej pójdzie, to w domu nie będę miała ani jednego miejsca, które nie byłoby wcześniej obsikane.
Subskrybuj:
Posty (Atom)